Czerwiec 1999


 
Zmiana warty
AKTUALIA `99 Marcin Golka
AKTUALIA - PO WIEDZĘ DO LUBLINA Patrycja Fojt
ŚWIETLICA - WYBÓR CZY KONIECZNOŚĆ ? Anna Syrek
ODEJŚĆ, CZY POZOSTAĆ ... ? Patrycja Fojt
ŚMIECH, ŻYCIE I RZECZYWISTOŚĆ Anna Borysławska
ZŁODZIEJE A.A.A.
UNIWERSYTET III WIEKU Dr Katarzyna Popiołek
W STRONĘ AUTODESTRUKCJI... Izabela Cadlok
MEDYTACJA A POZYTYWNE MYŚLENIE Marzena Bekier
STRAŻNIK ŻYCIA CZY DESTRUKCYJNA SIŁA M. M.
INTUICJA CZY WIEDZA ? Marzena Bekier



Zmiana warty

Serdecznie witamy w ostatnim numerze Ponadto w tym roku akademickim. Jak z pewnością zauważyliście zmienił się skład redakcji gazetki i w tym składzie pełną parą ruszamy teraz i kontynuować będziemy oczywiście po wakacjach. Serdecznie zapraszamy już teraz do współpracy wszystkich chętnych, zarówno studentów psychologii, jak i pedagogiki, piszcie artykuły, recenzje, wiersze i wszystko to, co waszym zdaniem powinni przeczytać Wasi koledzy.

Postanowiliśmy także wprowadzić pewną zmianę i nawiązać współpracę z wykładowcami naszego Uniwersytetu, z którymi to wywiady i rozmowy będziemy drukować na łamach naszej gazetki. W obecnym numerze przeczytać możecie o rozmowie, jaką studentka pedagogiki przeprowadziła z panią doktor Zuber-Dzikową.

Także nowością będzie cykl felietonów pani doktor Popiołek, z których pierwszy pojawi się już dzisiaj, warto poświęcić im uwagę.

W dzisiejszej gazetce możecie też poczytać o Aktualiach, które odbyły się w Lublinie na KUL-u, problematyce samobójstw, eutanazji. Pojawiło się sporo twórczości w postaci wierszy i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy, więc jeszcze raz serdecznie zachęcamy.

Kontakt z redakcją możecie nawiązać w sali numer 5 (w przyszłym semestrze podamy dni i godziny, w jakie będzie to możliwe), bądź wrzucając informację czy też gotowy artykuł do skrzynki Ponadto, która znajduje się na portierni.

Mamy nadzieję, że się aktywnie włączycie w trwanie pisemka. Tymczasem życzymy wspaniałych, słonecznych wakacji, zasłużonego odpoczynku, szaleństwa i uśmiechu na twarzy, do zobaczenia w nowym roku akademickim...

Redakcja

Bieżący numer zredagowali: Patrycja Fojt (red. nacz.), Marzena Bekier, Anna Borysławska, Anna Syrek, Marcin Golka.


AKTUALIA `99

Marcin Golka


Pojechałem do Lublina na tegoroczne Aktualia psychologiczne, które odbyły się w dniach 14?16 kwietnia na KUL-u, z zamiarem poszerzenia swojej wiedzy. Miałem nadzieję, że usłyszę coś nowego ? nowe podejścia, koncepcje, spojrzenia na człowieka i jego problemy. Liczyłem np. na: reinterpretacje i uzupełnienia różnych teorii, tak by ich treści były bardziej adekwatne do naszych czasów, na wyniki aktualnych badań by móc porównać co się zmieniło w ostatnich latach. A tu nic. Pierwsze rozczarowanie nastąpiło podczas rozpoczęcia przy powitaniu studentów (delegatów) z różnych Uczelni w kraju, prowadząca wymieniła mnóstwo Uniwersytetów, oczywiście pomijając delegację (nas) i istnienie całego Uniwersytetu Śląskiego. Trochę przykro ale nic, dalej pewnie będzie super? Niestety nie, Aktualia to jedno wielkie rozczarowanie?

W ciągu 3 dni zostały wygłoszone 22 wykłady ? 4 z nich były naprawdę dobre i prezentowały właściwy naukowy poziom, zarówno od strony merytorycznej jak i technicznej. Wymienię tu autorów tych 4 wykładów ponieważ uważam, że należy im się to i powinni zostać wyróżnieni z szarego tłumu:

1. dr Anna Zalewska ? Uniwersytet Łódzki

2. prof. dr hab. Czesław Nosal ? Politechnika Wrocławska

3. prof. dr hab. Tomasz Maruszewski ? Uniwersytet A. Mickiewicza

4. dr Andrzej Buller ? Uniwersytet Gdański

Pozostałe wystąpienia były wręcz żenujące ? prelegenci sprawiali wrażenie nieprzygotowanych do wykładów, mówili o rzeczach ogólnie znanych od kilkunastu bądź kilkudziesięciu lat nie dodając nic nowego ! Większość czytała swoje wystąpienia z kartki, bądź używała foliogramów na których maczkiem były wypisane i omówione jakieś zagadnienia ? nie wiem jakie bo nic nie mogłem odczytać (mimo chęci i okularów). Podsumowując ? Aktualia nie były wcale aktualne, ani nawet interesujące (strata czasu), odczuwało się ogólnie panującą dzisiaj w kraju bylejakość i robienie wszystkiego na ?odwal się?.

Szczytem było wystąpienie pani Magdaleny Klusek z Uniwersytetu Łódzkiego, która zbadała na 20 osobowej grupie studentów różnice między mężczyznami i kobietami w spostrzeganiu reklamy ?typu męskiego? (piwa) i ?typu kobiecego? (płynu do mycia naczyń), policzyła do tego procenty (błąd metodologiczny) i uogólniła wyniki na całą populację !!! Moim zdaniem cały ten temat był do niczego, ale cóż to jej praca i miała prawo pisać bzdury?tylko kto ją wpuścił z tym na konferencję naukową ???

Określając to jednym słowem po prostu DNO !

Wniosek: Kto wejdzie w środowisko naukowe, ten często zatraca swoje ?ja?, swoje ideały i popada w samouwielbienie swoich (często bzdurnych badań), gubiąc gdzieś po drodze zdrowy rozsądek. A wtedy trudno się wyrwać z ?naukowego konformizmu? i wrócić do rzeczywistości? więc uwaga?

P.S. Należy się pochwała organizatorom tej imprezy, ponieważ dbali oni o gości z innych miast Polski i dołożyli wszelkich starań by panował porządek i wszystko odbywało się zgodnie z planem.



AKTUALIA - PO WIEDZĘ DO LUBLINA

Patrycja Fojt

W dniach od 14 do 16 kwietnia 1999 uczestniczyłam w VI Ogólnopolskiej Konferencji Aktualności Psychologicznych - czyli po prostu w Aktualiach. Odbyły się one na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a organizatorem było Koło Naukowe Studentów Psychologii KUL. Chciałabym krótko opisać moje wrażenia oraz to, co się w Lublinie wydarzyło.

14 kwietnia czyli w środę studenci KUL-u powitali nas z uśmiechem, informując, że przed wszystkimi uczestnikami stoi trudne zadanie, mianowicie chodziło o zaopiekowanie się 6- letnim, niezwykle ciekawym świata dzieckiem, dziecko ma na imię Aktualia i do tego, by w pełni zaistnieć potrzebuje zainteresowania nas wszystkich. Następnie rozpoczęły się wystąpienia. W godzinach przedpołudniowych prezentowali swoje dokonania pracownicy naukowi, po południu studenci. Właściwie ten pierwszy dzień nie do końca spełnił moje oczekiwania, ale być może był to wynik zmęczenia (prosto z podróży udałam się na KUL). Wysłuchaliśmy wystąpienia na temat procesu emocjonalnego i udziału w nim świadomości, w którym nie znalazłam nic specjalnie nowatorskiego, natomiast bardzo podobał mi się wykład dr Anny Zalewskiej z Uniwersytetu Łódzkiego na temat wartości i motywów zadowolenia z życia, rozważana była kwestia, czy spójne wartościowanie sprzyja owemu zadowoleniu. Referentka oparła się na znanych nam teoriach szczęścia (min. teorii cebulowej), własnych badaniach, postawiła hipotezy i udzieliła jasnych odpowiedzi co do wyników. Dowiedzieliśmy się min., że ludzi można podzielić na zdobywców, cierpiętników, aspirantów i frustratów, każdy miał szansę gdzieś ulokować siebie. Było to wystąpienie poprowadzone z zaangażowaniem i spotkało się z aplauzem, nie było też odczytywane, co osobiście uważam za spory atut (niestety odczytywanie z kartki było w tym roku szczególnie popularne). Jeśli chodzi o wystąpienia studentów to nie wpadłam w zachwyt, jakkolwiek dowiedziałam się czegoś o funkcjonującym micie zawodu psychologa (tu brawa dla Gosi Glenc) i miejscu psychologii w reklamie. I tak pierwszy dzień dobiegł końca, potem oczywiście nadszedł czas na rozrywkę, zabawę, czyli... po studencku.

15 kwietnia czyli w czwartek już w pełni wyspana i ciekawa tego, co tym razem się wydarzy znowu zawitałam w Auli im. S. Kardynała Wyszyńskiego na KUL-u. Dzień rozpoczął swoim wystąpieniem prof. dr. hab. Czesław Nosal z Politechniki we Wrocławiu. Jako reprezentant psychologii poznawczej, swoje wystąpienie poświęcił tej dziedzinie. Zastanawiał się, czy mózg należy ujmować analitycznie i jak ma się to do umysłu, czy części pasują do całości, z zapałem opowiadał o świadomości, inteligencji ogólnej, wglądzie, intuicji, relacji emocje-poznanie, przekazie prawo i lewo?półkulowym.

Wykład był rzeczywiście doskonały, profesor jednocześnie uczył i bawił stwierdzeniami typu ?między mną a myszą przepaści zbyt dużej nie ma?. Z pewnością zainspirował do przemyśleń i zaciekawił. Potem spotkaliśmy się z prof. dr. hab. Andrzejem Eliaszem z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie, który opowiadał nam o temperamentalnych uwarunkowaniach efektywnej regulacji stymulacji i ten wykład był również bardzo ciekawy. Oprócz uporządkowania informacji, które już posiadam, dostarczył mi pewnych nowych faktów i wniosków, które są istotne. Pojawiły się

też wystąpienia dotyczące psychoanalizy, psychologii menedżerskiej i tajemnicy bądź też jawności adopcji. Swoją obecnością zaszczycił KUL także prof. dr hab. Jerzy Brzeziński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza i opowiadał o kontekście etycznym i metodologicznym w badaniach psychologicznych. W ten sposób dobiegł końca kolejny dzień konferencji, znowu był czas na zabawę, dyskusję i nocne zwiedzanie Lublina.

Ostatniego dnia, czyli 16 kwietnia w piątek szczególnie spodobały mi się dwa wystąpienia. Pierwsze dotyczące natężenia dolegliwości somatycznych i stylów reagowania na stres przez młodzież adolescencyjną, prowadzone przez dr Andrzeja Januszewskiego z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie autor rozpoczął od tezy, iż człowiek to jedność biopsychospołeczna. Opowiadał o 19 zmiennych pośredniczących we względnie trwałym stylu reagowania na stres, a potem o czterech konkretnych stylach wynikających z kombinacji zmiennych. Wszystkie dane opierał oczywiście na badaniach empirycznych. Natomiast drugie wystąpienie przekonało mnie, że nawet mniej ciekawy temat może okazać się porywający, gdy w odpowiedni sposób zostanie przekazany i przez odpowiednią osobę. Dr Andrzej Buller z Uniwersytetu w Gdańsku opowiadał o inteligencji emocjonalnej człowieka i robota i zasiał ziarno niepokoju, że robot z emocjami nie jest wcale jedynie abstrakcją, rozważania spotkały się ze sporym zainteresowaniem ze strony słuchaczy. Tego dnia swój wykład na temat gotowości do pomocy miał prof. dr hab. Wiesław Łukaszewski z Uniwersytetu w Gdańsku. Z przyczyn obiektywnych nie mogłam być na nim obecna, jednak wiem iż był ciekawy i niósł wiele nowych i bogatych treści.

I tak Aktualia dobiegły końca, cieszę się że mogłam w nich uczestniczyć, spotkałam ciekawych ludzi, wchłonęłam nową wiedzę, w przyszłym roku znowu postaram się wziąć udział w Aktualiach, tym razem w spotkaniu z dzieckiem, które ukończy 7 rok życia.



ŚWIETLICA - WYBÓR CZY KONIECZNOŚĆ?

Anna Syrek

Podobno o pracę dla psychologa ciężko, przynajmniej taką dobrze płatną... Teoretycznie psycholog potrzebny jest wszędzie, w każdej firmie, w każdym resorcie, w zdrowiu i chorobie, w seksie i w sądach, u ?świrów? i dzieci... no właśnie.. w ciągu tygodnia proponowano mi etat w czterech różnych tzw. świetlicach środowiskowych lub socjoterapeutycznych. Odwiedziłam trzy, w jednej jestem wolontariuszem...o jednej wiem z plotko-prawdy.
Świetlice generalnie mają za zadanie prowadzić szeroko zakrojoną pomoc dla dzieci z rodzin ubogich i zagrożonych patologią, model pomocy, terapii i wychowania w większości placówek oparty jest na pracy normami społecznymi - programie dr M. John-Borys.

Rodzice nie dbają o swoje ?pociechy?, a świetlica staje się drugim domem, skąd dzieciaki niechętnie wracają do tego prawdziwego, jako najwyższą karę sto-

suje się tu ?wylot? ze Świetlicy na trzy dni, dzieci oprócz skromnego posiłku, często po raz pierwszy otrzymują tu od Dorosłego morze uwagi, zainteresowania, akceptacji, czują się ważne i docenione... z ?szarych myszek? przeistaczają się powoli, dzień po dniu w osoby pewne siebie i swych racji... To jednak czym przesiąkają w swoich zaburzonych rodzinach pozostaje w nich jak cierń, najczęściej mówią o

?wymordowaniu kijem wszystkich? (chłopcy), pytają o radę ?czy lepiej się otruć czy skoczyć z dachu ?? (dziewczynki), dla rówieśników ze szkoły to ?mendy?, dzieci mają trudności z nauką, po szkole żebraniem ?utrzymują? swoje nadużywające alkoholu rodziny, bicie to dla nich codzienny ?kontakt? z mamą, a najczęściej z tatą, czasami są wykorzystywane seksualnie. Dzieci są bardzo różne, w jednej z katowickich świetlic 90% jest na granicy normy intelektualnej, od opiekunów wymaga się więc innej pracy, szczególnie nadrabiania zaległości w nauce, różni są wychowawcy ? od pełnych poświęcenia idealistów (najczęściej ? istek) do Pana w Zabrzu, którego od kilku lat, bezskutecznie, różni zwierzchnicy próbują usunąć, który sam nazywa siebie ?zabrzańskim Korczakiem?, a pracuje swoim autorskim ?programem? - dystansu i zastraszenia jak sam mi powiedział: ?co tam młodzi wiedzą o wychowaniu, te dzieci są normalne, nie potrzebują terapii, jestem otwarty na współpracę, dogadamy się, Pani jeśli woli, może prowadzić kółko szachowe, ja ustąpię i zajmę się rysunkiem? - niestety nie gram w szachy zawodowo.

Dzieci próbują z czasem ?ustawiania? Dorosłych następuje tzw. rozblokowanie... taka sytuacja miała miejsce w Świetlicy gdzie zaproponowano mi posadę kierowniczki, plotko-prawda przynosiła już od pewnego czasu coraz to nowe wieści o wyczynach tamtych wychowanków (7-14 lat); wyzywanie od ?k....?, obmacywanie, okradanie zespołu wychowawców,

samodzielne ucieczki, czy spektakularne rzucanie z okna - kupą w przechodniów... Gdzie tkwi przyczyna takiego obrotu spraw, trudno ustalić, tymczasem szefowej tej placówki zaproponowano i opłacono psychoterapię.... na specjalistycznym Oddziale.

P.S. Pensje dla osób po studiach (najmilej widziani psychologowie) w granicach 880-930 podstawy, bez premii (30%) lub dodatku specjalnego (do 40%), kierownicy na rękę zarabiają około 1400 zł.. We wrześniu podwyżki !!!



ODEJŚĆ, CZY POZOSTAĆ ... ?

Patrycja Fojt

Eutanazja.., problem wzbudzający kontrowersje podobnie, jak aborcja czy też kara śmierci. To co łączy te trzy zjawiska to ... UŚMIERCANIE

.... Naturalna śmierć biologiczna zanika na rzecz zabiegów technicznych, mających zakończyć ludzkie życie, życie które ma wartość najwyższą z punktu widzenia moralnego, etycznego, z punktu widzenia człowieczeństwa... Czyż istnieje sytuacja, w której należy podejmować decyzje o pozbawieniu życia ? Jaka miałaby ona być, jeśli jest możliwa..?

Problem ma charakter wartościujący, Dla zwolennika eutanazji dobro człowieka wiąże się z umożliwieniem mu godnej śmierci w sytuacji cierpienia, nieuleczalnej choroby, w sytuacji, gdy sam tego pragnie..., wiąże się z nie dopuszczeniem do umierania w bólu. Przeciwnik nigdy nie wyrazi zgody na współdecydowanie o śmierci innych ludzi.

Czyż rzeczywiście zdarzają się sytuacje, gdzie śmierć jest najwyższą koniecznością...?

Sens eutanazji próbuje się tłumaczyć bólem, samotnością, zniedołężnieniem, upośledzeniem..

Lecz gdyby rozpatrzyć to bardziej szczegółowo. Pojawia się problem eutanazji dobrowolnej i tzw. kryptanazji. W pierwszej sytuacji człowiek prosi i sam decyduje , iż chce umrzeć , w drugiej ktoś inny..., lekarz, rodzina podejmują tak dramatyczne decyzje, chory nie wie a odchodzi. Obie sytuacje są trudne . Pierwsza, z pozoru wynikająca z wolnej, świadomej woli człowieka i jego prawa samostanowienia. Lecz czy tak do końca ?

Wolność jest związana z życiem, ktoś kto żyje, czuje się wolny, czy też może czuć się wolny. Samobójstwo z wyboru nie jest spełnieniem wolności. Człowiek umarły tak naprawdę jest wolności pozbawiony, podobnie jest z samostanowieniem. Ewentualne prawo do eutanazji nie jest tożsame z prawem samostanowienia. Człowiek proszący o śmierć czyni przynajmniej jeszcze jedną osobę współsprawcą śmierci...Sytuacja druga również budzi wątpliwości, ktoś decyduje, iż ktoś nie powinien dłużej żyć... Jakie są kryteria tych decyzji ? Kto ma prawo je podejmować i wobec kogo ?

Według danych holenderskich (Holandia jest krajem dopuszczającym eutanazję ), rocznie lekarze wykonują około 26 tysięcy zabiegów uśmiercania. Jest to około 20 % ogólnej rocznej liczby zgonów w tym państwie. Około 15 tysięcy to eutanazja niedobrowolna, termin ten ujmuje ? aktywne zakończenie życia pacjenta bez jego prośby? Uśmierca się kalekie noworodki, osoby upośledzone, nieuleczalnie chore..., podając śmiertelną dawkę morfiny, insuliny, bądź rezygnując z zabiegów koniecznych do podtrzymania życia...

Pojawia się pytanie, czy w ten sposób można, czy to mieści się w pojęciu człowieczeństwa...? Sama sobie zadaję to pytanie, nie pytam czy jest to właściwe, ale czy można...?

Zbyt entuzjastyczne witanie eutanazji może być krokiem ku autodestrukcji... W epoce eutanazji medycyna traci swoje znaczenie... Nie ma już pomocy człowiekowi, lecz pojawia się usuwanie problemu poprzez usuwanie osoby. Zanika rodzina w tradycyjnym ujęciu... Każdy lęka się , ktoś może uznać, że czyjeś życie już nie ma sensu... Eutanazja w pewien sposób obala nietykalność życia, które jest kruche i przez to tak cenne. Ruch na rzecz eutanazji chwilami wydaje się być ruchem protestu przeciwko naturalnej śmierci... To właśnie eutanazja pozwala uzyskać kontrolę nad umieraniem... To nie śmierć nas zaskoczy ale my ją...

Ja zdaję sobie sprawę z faktu, iż cierpiący, chorzy nieuleczalnie ludzie mają prawo decydować jak chcą umrzeć, lecz zastanawiam się czy ewentualna legalizacja eutanazji nie ugodziłaby tak naprawdę w najsłabszych, tych którzy nikomu nie są potrzebni...Nikt nie zapyta, czy kochają życie..., często nie mogą tego wyrazić...

Sądzę iż jest to problem wielkiej wagi, dopuszczenie eutanazji mogłoby doprowadzić do umierania wielu tysięcy osób, nie zawsze zgodnie z ich wolą...

Można by zadać pytanie, dlaczego lekarze się na te zabiegi decydują...? Sądzę że można je zmodyfikować, dlaczego ludzie się na to decydują...? Czyż nie jest to trochę ? zabawa w Boga? ? I tu widzę zagrożenie, bo kim jestem ja, by decydować o trwaniu życia, bądź jego końcu... Czy zezwalając na tę śmierć z wyboru, jednocześnie nie przyzwolimy na śmierć z przymusu osób słabszych w każdym tego słowa znaczeniu ?

U podstaw problematyki eutanazji leży teza, iż cierpienie, ból, choroba mogą nieść konieczność przerwania życia... Lecz są sytuacje, gdy teza ta wydaje się być zbyt uogólniona. Z cierpieniem każdy inaczej żyje... Dla niektórych jest to bodziec do twórczości, innych duchowe bogactwo, są osoby którym cierpienie nie pozwala żyć...

Eutanazja czyni nas bardziej pokornymi wobec życia i możliwości jego utraty.

Nie ośmielam się powiedzieć, że eutanazja jest czymś złym i nie potrafię powiedzieć że jest właściwa... Może nigdy wystarczająco nie cierpiałam...

Moje obawy wiążą się z faktem, iż legalizacja mogłaby nieść okrutne zagrożenie, daje bowiem człowiekowi władzę nad człowiekiem, daje też władzę nad sobą samym, tylko pytanie co zostałoby bardziej wykorzystane... Czy stać nas na ponoszenie ofiar, których być może nie da się przewidzieć... ... ...?



ŚMIECH, ŻYCIE I RZECZYWISTOŚĆ

Anna Borysławska

Najpierw gdzieś mignął mi plakat z twarzą Robina Williamsa z nosem klowna. Potem natknęłam się na recenzję (do kitu). Ale to jeszcze nie starczyło, żeby mnie zachęcić, abym wydała dwanaście złotych i zasiadła przed dużym ekranem na dwie godziny. Co mnie w końcu pchnęło do kina? Chyba instynkt. I to było to! Czarujące dwie godziny, oczywiście parę łez (Amerykanie to uwielbiają) i mnóstwo, mnóstwo tematów do przemyśleń, pokory w stosunku do ludzi, do przyszłych pacjentów i mojej przyszłej pracy.

?Patch Adams? to film oparty na prawdziwej historii lekarza Patcha Adamsa. Lekarza-człowieka (a raczej człowieka-lekarza), lekarza z powołania, lekarza równego swoim pacjentom. Aż trudno wyobrazić sobie, że jest ktoś taki. Uczynił on śmiech jednym ze środków leczniczych. Pomimo wielu przeciwników, wielu przeszkód i szykan udało mu się osiągnąć to o czym marzył, o czym marzy wielu pacjentów-stworzył wymarzoną, własną klinikę, w której uzdrawia dusze, poprawia jakość życia chorych, pobudza do życia ich uśpione siły witalne.

Szpital jest pokazany prawdziwie, jak i zachowanie lekarzy-bufonów

(czyt. prawdziwych lekarzy ). Ludzi, którzy stają się lekarzami: ?bo to prestiżowy zawód?, ?bo tak było od pokoleń?, ?bo kiedyś chciałem pomóc ludziom i coś zmienić?. Lekarzy, dla których pacjent to nie pani Małgorzata,

pan Krzysztof, pani Katarzyna, ale pacjent z pokoju 5, z łóżka pod ścianą, ten nieogolony... Piszę o tym tak pewnie, bo znam to z autopsji. Wiem jak jest i wiem jak to boli, gdy oczekiwania pacjentów stykają się z rzeczywistością. Oczywiście można znaleźć paru takich lekarzy, którzy próbują być tacy jak

Patch Adams, ale po czasie rezygnują z tego-przegrywają z normami, zasadami i rzeczywistością.(Ciekawe jest też to, dlaczego takich lekarzy można spotkać tylko na oddziałach pediatrycznych? )

I jeśli za jakiś czas zostaniemy pacjentami, to albo tylko możemy sobie pomarzyć o takim lekarzu jak Patch Adams i jego klinice, albo uzbierać pieniądze i sru do kliniki ?Zdrówko? w Stanach Zjednoczonych.

I na koniec coś jeszcze. Do pani Barbary Kaźmierczak.

1. Ciekawa jestem bardzo pod jaką kategorię filmów podciąga pani komedie. Owszem, pośmiałam się na ?Patchu Adamsie?, ale nigdy bym nie przypuszczała, że można ten film zakwalifikować do kategorii ?komedia medyczna?.

2. Też się z panią zgadzam, że był tam widoczny pan- podobny do klowna, ale dla mnie nie był to ?hałaśliwy klown w wielkich butach i z czerwonym nosem?, a raczej ?człowiek - lekarz z prawdziwego zdarzenia?.

3. I jeszcze jedno pytanie do pani, jakie nasunęło mi się po przeczytaniu pani 4-zdaniowego opisu filmu: Czy pani oglądała tylko reklamówki z tego filmu?

A może w wersji oryginalnej, nie rozumiejąc języka i wyłapując tylko scenki z klownem? A może jest pani po prostu lekarzem?

Z poważaniem-przyszła psycholog, pracująca podobnymi metodami jak Patch Adams- Anna Borysławska.

(zainteresowanych odsyłam do marcowego numeru ?Sukcesu?).

Idźcie koniecznie na ten film i zaproście na niego kolegów, znajomych, rodzeństwo, studiujących medycynę. Ja już kupiłam bilety dla moich znajomych-przyszłych lekarzy. Może się narodzi taki drugi Patch Adams ?



ZŁODZIEJE

A.A.A.

Centrum miasta. Środek dnia. Stoję z koleżanką w kolejce. Przed nami facet w średnim wieku, już kupił książkę i ją pakuje. Nagle pojawia się 3 młodych, dobrze ubranych chłopaków. Jeden stoi za nim z boku i ?czyta książkę?, drugi na końcu kolejki robi tłumek w przejściu ? ?czyta? Politykę, trzeci ? tuż za kupującym. Zasłania sobie rękę reklamówką i wkłada ją do kieszeni przyszłej (a raczej teraźniejszej) ofiary.

?Co robić ?? Krzyczeć: ?Złodzieje ??, zapytać się go: ?która godzina ?? Wiem, że nie jestem jedna jedyna, która to widzi, ale inni się pochowali. Zbieram się na odwagę i patrzę złodziejowi prosto w oczy. Pozostała dwójka obrzuca mnie wyzwiskami i groźbami. Czuję się bezsilna. Robię to jeszcze raz. Nic. Gorzej. Facet obrobiony, złodzieje zostają w sklepie, a ja sama zaczynam się bać. ?Wyjść ze sklepu??, ?zostać tu ?? Przecież to wszyscy widzieli, ale właściwie to tego nikt oprócz mnie nie widział. Stoję jeszcze tam chwilę z koleżanką. Wychodzimy. Ale w środku ? z jednej strony strach, z drugiej wściekłość. Co chwilę rozglądam się na ulicy czy skądś nie zleci na moją głowę cios. Na szczęście żyje do dziś, bez pobić, ale za to z ogromnym znakiem zapytania w sobie i kacem moralnym.

Na pewno nie raz znaleźliście się w podobnej sytuacji. I co ? I nic. Pustka, bezsilność i bezkarność. A wszystko to podobno wynika z litery prawa. Co to za prawo ? Szanować je ? Czy się go bać ?

? obronicie się lub kogoś przed napadem ? to wy będziecie skazani za ?pobicie człowieka? !?!?!

? nazwiecie kogoś złodziejem, kto wam właśnie wyciągnął portfel ? to będziecie ciągani po sądach za zniesławienie,

? jeśli złapiecie złodzieja za rękę z waszym portfelem przy nim, z zawartością mniejszą niż 250 zł. ? on będzie wypuszczony za znikomą szkodliwość czynu,

? jeśli nawet złodziej ukradnie gotówkę większą niż 250 zł. sprawa zostanie rozpatrzona dopiero za 3, 4 lata.

Płakać, śmiać się , krzyczeć, a może samemu zostać kieszonkowcem !?

Ostatnio społeczeństwo jest terroryzowane przez kilkuosobowe bandy, które okradają kioski, samochody, niszczą mienie społeczne, napadają na samotne osoby i nikt nic w tej sprawie nie robi !

Zwykły obywatel boi się nawet odezwać by nie narazić się na odwet. Bandycka ?mniejszość? terroryzuje normalną ?większość?, a przecież ?większość? jest dużo silniejsza i powinna zdeptać zdegenerowaną mniejszość! Dlaczego tak się nie dzieje ? bo prawo mamy do? niczego ! (przyp.red.)



UNIWERSYTET III WIEKU

dr Katarzyna Popiołek

Zostałam poproszona o felieton do niniejszego, pełnego temperamentu pisemka i muszę przyznać, że ucieszyło się moje lepsze JA, to ambitne i pracowite a zaniepokoiło to drugie, głodne życia, lecz trochę leniwe. Pomyślę o jakimś sensownym cyklu, przyrzekam.

Dzisiaj jednak, zamiast zamówionej formy będzie coś innego, mianowicie zaproszenie, które jest równocześnie prośbą (jak każde zresztą za-proszenie) do Was, studentów psychologii.

Otóż, jak wiecie przy naszej uczelni działa Uniwersytet III-go wieku, którego uczestnicy są szczególnie spragnieni wiedzy z zakresu psychologii. Zapraszam więc Was do roli wykładowców.

Wiem, że umiecie Państwo wspaniale występować publicznie, wygłaszać pogadanki, mini-wykłady, wiem bo pomagam Wam na zajęciach przygotować się do tychże działań. Wiem również (o rany, czy ja nie wiem za dużo), że chcecie wspaniale prowadzić różnego typu warsztaty psychologiczne. I dobrze, bo tą drogą będziecie mogli ułatwić ludziom życie, a sobie poprawić stan kieszeni.

Czy znacie mój ulubiony dowcip - pasażer pyta kierowcę autobusu ?jak najłatwiej dostać się do filharmonii??, na co kierowca ?no cóż, trzeba dużo ćwiczyć? - Wy też, jak ten kierowca, mądrala jesteście świadomi konieczności zdobywania doświadczenia i ćwiczenia własnych umiejętności. W osobach studentów Uniwersytetu III-go wieku znajdziecie zainteresowanych a równocześnie cierpliwych i mądrych słuchaczy, którzy chętnie pomogą Wam swoimi uwagami , obdarzą ciepłem i wdzięcznością. Ile razy zdarzyło mi się być wśród nich , tyle razy wychodziłam z tych spotkań z uczuciem dziwnej harmonii i przekonaniem, że życie ma jednak więcej sensu , niż jestem skłonna przypuszczać. Przeżyjecie to też. Jestem pewna, bo znam Ich i znam Was.

Najlepszym dniem do prowadzenia tychże zajęć z grupą, która najczęściej liczy 20-30 osób jest piątek, kiedy najwygodniejsza do tego celu sala 201 jest wolna przez cały dzień. Z rozmów z uczestnikami zajęć wiem, że mogą mieć one bardzo różną formę: klasycznego wykładu, dyskusji, warsztatu. Możecie zreferować nowo przeczytaną książkę w sposób barwny, komentując wrażenia z niej, możecie również powtórzyć coś, co było przedmiotem Waszych zajęć kursowych. Możecie także wspólnie obejrzeć film, który wybierzecie z jakiegoś ważnego powodu i przedyskutować go, poćwiczyć określone umiejętności - komunikowania się, percepcji interpersonalnej itp.

Możliwości jest bardzo wiele. Pomysłów Wam nie brak, dobrych chęci też. Połączcie jedno z drugim i zaproponujcie termin zajęć, które poprowadzicie w przyszłym roku akademickim. Temat możecie podać później (nawet na danych zajęciach). Propozycje złóżcie na ręce dr Heleny Hrapkiewicz, która jest opiekunem tegoż uniwersytetu lub moje. Ewentualne kopie ksero po zgłoszeniu do osób wyżej wymienionych zostaną wykonane gratis. Gdybyście chcieli sfilmować sobie te zajęcia, zgłoście jak wyżej.

Pozdrawiam i życzę powodzenia

Katarzyna Popiołek

P.S. Niektórzy Wasi koledzy już zadebiutowali w roli prowadzących i wzbudzili entuzjazm.



W STRONĘ AUTODESTRUKCJI..

Izabela Cadlok
 

ŻYJ TAK DŁUGO, JAK DŁUGO JEST TO PRZYJEMNE. JEŚLI GRA ZWANA ŻYCIEM NIE SPRAWIA CI PRZYJEMNOŚCI - ODEJDŹ, JEŚLI POZOSTANIESZ - NIE SKARŻ SIĘ

Samobójstwo jest problemem tak starym jak świat. Może u progu XXI wieku należałoby je zalegalizować? Od samego początku zaistnienia tego zjawiska ujawniały się dwie postawy: potępiająca i akceptująca.

Według prawa ateńskiego samobójcom należało odciąć rękę i pogrzebać ją osobno. Z kolei Sofokles w ?Antygonie? uwiecznił prawo odmowy pogrzebu samobójcy. Dopiero Św. Augustyn potępił całkowicie samounicestwienie, stwierdził iż według piątego przykazania Dekalogu nie wolno zabijać. Zabójstwo samego siebie utożsamił z zabójstwem człowieka , a więc samobójstwo jest zabójstwem.

E. Durkheim uważał, iż człowiek odbierający sobie życie jest niemoralny i aspołeczny. Podobnie Kant oceniał czyn samobójczy za całkowicie niedopuszczalny.

Jednakże zdecydowana większość filozofów akceptowała samobójstwo. Epiktet, Epikur czy Seneka uważali, iż może ono być ostatnią deską ratunku przed cierpieniem czy nieuleczalną chorobą. Jeżeli życie traci sens, jeżeli w subiektywnym odczuciu człowieka nie ma po co żyć, można je po prostu zakończyć...

Dla filozofów XIX wieku - Nietzschego, Sartra czy Heideggera samounicestwienie było jedynie przejawem wolności. Pierwszy z nich uważał, iż nadczłowiek osiąga absolutną wolność, kiedy odbiera sobie życie w dowolnej, wybranej chwili. Dla Sartra było ono wolnością, a dla Heideggera jej końcem.

Każdy z nas może stanąć po dowolnej stronie, ale dla mnie szczególnie bliska jest teza A. Camusa, że tak naprawdę samobójstwo niczego nie rozwiązuje. Camus uważa, iż bezsens życia polega na zderzeniu ludzkiego poszukiwania sensu i absolutu z materialną pustką i beznadziejnością świata.

Ale czy moje poczucie beznadziejności i pustki, unikanie cierpień ma być jedynym powodem samounicestwienia...?



MEDYTACJA A POZYTYWNE MYŚLENIE

Marzena Bekier

Wśród współczesnych metod terapeutycznych duży nacisk kładzie się na tzw. ?pozytywne myślenie?. Czym jest owo pozytywne myślenie, czy można powiedzieć o nim, że to złoty środek na życiowe kłopoty ? Jak się go nauczyć ?

Te i inne pytania zadają sobie ci, którym wpadła w ręce jakaś literatura na temat cudownych efektów pozytywnego myślenia, bądź też dowiedzieli się o nim z innych źródeł. Jest jednak faktem, że zwyczajni ludzie przytłoczeni stosem poważnych problemów, mimo, iż rozumieją ideę pozytywnego myślenia nie potrafią jej wcielić w życie !

By nauczyć się pozytywnego myślenia na pierwszym miejscu należy postawić swój własny rozwój duchowy. Rozwój ten postępuje w miarę jak próbujemy coraz bardziej oddalić się od świata zewnętrznego w imię podróży w głąb siebie. Takie oddalenie się nie oznacza ?zerwania wszelkich kontaktów towarzyskich i zamienienie się

w pustelnika?, lecz skierowanie naszego myślenia na inne tory. Jest to podróż dokonująca się w naszym umyśle, innymi słowy to badanie relacji jakie zachodzą pomiędzy światem zewnętrznym, a jednostką, z dokładnym przyjrzeniem się spowodowanym przez te relacje własnym emocjom. Podróż w głąb siebie polega również na przyjrzeniu się własnym lękom, ?oswojeniu? ich, zaakceptowaniu ? jak mawia znany i ceniony psycholog Jacek Santorski. Akceptacja siebie jest punktem wyjścia wiodącym w drodze do pozytywnego myślenia. By zaakceptować siebie trzeba wybaczyć ? wybaczyć sobie i innym, przestać osądzać, a zacząć patrzeć sercem. Owo patrzenie sercem jest medytacją, a raczej kontemplacją dotyczącą ludzi, miejsc, rzeczy. Praca nad sobą trwa całe życie, a pozytywne myślenie to zadanie dla tych, którzy znudzeni, bądź zrezygnowani codzienną walką o byt, poszukują szczęścia w sobie, by nabrać dystansu do problemów codzienności, a z czasem być może zmienić własne życie.



STRAŻNIK ŻYCIA CZY DESTRUKCYJNA SIŁA

M. M.

Pragniemy żyć bez lęków, choć tak naprawdę sami wielokrotnie prowokujemy nasze własne ciało oraz umysł oglądając horrory, thrillery, uprawiając ryzykowne sporty, czy wybierając się do ?Zamku strachu? w Wesołym Miasteczku. Znużeni szarzyzną i monotonią codziennego życia poszukujemy mocnych wrażeń, tym samym staramy się rozładować nagromadzone od dłuższego czasu napięcie psychiczne. Aczkolwiek, wybierając powieści grozy ? ?Siedem bram piekieł? czy ?Dziecko Rosemary? zdajemy sobie sprawę z faktu, że będziemy mogli ?odsunąć? od siebie źródło niebezpieczeństwa, odkładając książkę na półkę lub wyłączając telewizor i zanurzając się w ciepłej i miękkiej pościeli, otoczeni domowym ogniskiem. Kiedy strach ?przychodzi? do nas na takich warunkach, tzn. Kiedy my sami go prowokujemy, wszystko wydaje się być w porządku. Gorszą i niechcianą przez nas sytuacją jest, gdy strach pojawia się nieoczekiwanie ? wówczas naprawdę się boimy i jesteśmy zdolni do wszystkiego (włącznie z niczym).

Strachu z pewnością nie można traktować wyłącznie jako uczucia negatywnego. Mobilizuje on do działania i walki, pozwala ? jeśli tylko nie przybiera on form chorobliwych ? stawić czoła niebezpieczeństwu. Fizjologiczna porcja strachu wyznacza granice podejmowanego ryzyka. Antropolodzy wyrażają przekonanie, iż ?wynalazek jest dzieckiem lęku?. Bezbronność wobec silniejszych dzikich zwierząt kazała naszemu praprzodkowi szukać sposobów przeciwstawienia się wrogiemu otoczeniu. Zdaniem antropologów to właśnie z lęku przed wszechmocną przyrodą człowiek nauczył się rozniecać ogień.

Jednak podobnie jak niemalże wszystko na świecie i strach ma swoją drugą ? chorobliwą stronę. Nadmierny strach ogranicza zdolność analizy i syntezy, uniemożliwia prawidłową ocenę sytuacji, jest jednym z najsilniejszych uczuć destrukcyjnych. Tkwi w człowieku, często osadzony głęboko w podświadomości. Tak nasilony strach może czasem powodować całkowite wyłączenie się z życia, gdy człowiek boi się wszystkiego. Codzienne sytuacje są wówczas siedliskiem potencjalnych zagrożeń. Te negatywne emocje przybierają często formę fobii (chorobliwy lęk nie odpowiadający rzeczywistemu zagrożeniu) i uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie. Można by w tym miejscu wymienić chociażby kilka rodzajów fobii, które mogą występować w większym, bądź mniejszym nasileniu:

? klaustrofobia ? lęk przed ciasnymi, zamkniętymi pomieszczeniami;

? agorafobia ? lęk przed otwartymi przestrzeniami;

? arachnofobia ? lęk przed pająkami;

? zoofobia ? strach przed zwierzętami;

? fobia szkolna ? uczucie silnego lęku związanego z uczęszczaniem do szkoły.

I wiele innych, które nie pozwalają żyć. Świat staje się wówczas największym wrogiem.

Skrajne formy przybiera inny rodzaj strachu, określany jako panika. Pozornie jest on całkowicie bezpodstawny, zdarza się, że chorzy kilkakrotnie w ciągu dnia odczuwają paroksyzmy panicznego strachu, który występuje bez żadnego związku z sytuacją. Atak paniki osiąga swój szczyt po 1?3 minutach i stopniowo opada przez około 25 minut. Towarzyszy mu ból w klatce piersiowej, duszność, ból brzucha, mdłości, naprzemienne fale gorąca i zimna.

Okazuje się jednak, że mechanizm powstawania strachu, niezależnie od tego jak go nazwiemy ? obawa, lęk, przerażenie, trwoga jest zawsze podobny. Chodzi o skomplikowane procesy biochemiczne i elektryczne zachodzące w mózgu. Wiadomo już, że każda część mózgu odpowiada za inny rodzaj strachu, ale wciąż nie wyjaśniono gdzie i jak on się rodzi. Jedna z hipotez głosi, iż jest skutkiem zaburzenia równowagi w przemianie niektórych substancji obecnych w centralnym układzie nerwowym, zwłaszcza dopaminy, noradrenaliny i serotoniny.

Strach zatem wydaje się być nieodłącznym towarzyszem człowieka ? boimy się wszyscy. Szczególnie zaś we współczesnym świecie, który przynosi nam coraz to nowe katastrofy, szalejące żywioły, ataki terrorystyczne i pospolite zbrodnie. Boimy się wojny atomowej, raka, AIDS. Boimy się własnej samotności, tego że nie podołamy obowiązkom, że nie zrealizujemy marzeń. Gdzie znaleźć pomoc ? ? gdy boimy się nawet psychologów?

Nie bez powodu więc mówi się, że strach skazuje ludzi na śmierć lub ratuje im życie. Na jednych działa obezwładniająco, paraliżująco u innych przeciwnie ? wyzwala nadludzką siłę mobilizując do działań niezwykłych?



INTUICJA CZY WIEDZA?

Marzena Bekier

Idąc drogą psychologicznych dywagacji w temacie miejsce i funkcja psychologa we współczesnym społeczeństwie, trafiłam do gabinetu Pani Psycholog dr L. Zuber-Dzikowej.

Zainteresował mnie problem predyspozycji koniecznych do twórczej i efektywnej pracy w zawodzie psychologa. Zagadką było dla mnie, czy dobry psycholog to ten, który posiada jedynie specjalistyczną wiedzę i potrafi się nią posługiwać w pracy z pacjentami czy też z prawdziwym specjalistą mamy do czynienia wtedy, gdy jest to osoba, która oprócz dokładnej znajomości ?tajników nauki? odwołuje się również do własnej intuicji w procesie rozwiązywania ludzkich problemów.

Pani Psycholog dr Zuber?Dzikowa chętnie udzieliła odpowiedzi na frapujące mnie pytania. Twierdzi Ona, że bycie psychologiem wiąże się z uprawianiem pewnej sztuki. Specyfika psychologii

polega na dwoistości ? antynomii nie do pogodzenia. Jest to nauka i sztuka, a punkt przecięcia może znajdować się w różnych miejscach.

Dla psychologa praktyka teoria nadaje pewien kształt jego rzemiosłu, dla naukowca może ona prowadzić do uzyskania przez niego rzemieślniczych wyników, jednak ciekawsze są hipotezy twórcze ? w psychologii nie ma ?książki kucharskiej?. Intuicja jest tym czynnikiem, który będąc kreatywnym przewidywaniem, stanowi motywację do poszukiwania wiedzy.

Stawanie się psychologiem nie może ograniczać się do nabywania wiedzy, należy również dbać o rozwijanie w sobie pewnej nienazwanej zdolności, warunkującej właściwe ocenianie stanów i potrzeb pacjentów.

Psychologiem może zostać osoba, która potrafi dokonać wglądu w samego siebie. Praca psychologa polega na pracy ?sobą? ? nie może on pracować w izolacji od innych przedstawicieli tego rzemiosła, kontakt z innymi psychologami jest odpowiednikiem swoistego dbania o siebie jako o narzędzie pracy.

Istotne znaczenie dla kształtowania twórczej postawy u nas (studentów ? przyszłych psychologów), na co wskazuje dr Zuber?Dzikowa, ma kontakt z mistrzem ? osobą doświadczoną, obdarzoną charyzmą i po swojemu interpretującą wiedzę psychologiczną. Prawdziwy mistrz zaraża wątpliwościami, niepewnością wiedzy i pozwala na wybór własnej drogi przez swojego ucznia,

co ma olbrzymie znaczenie dla wytworzenia się u niego twórczej postawy.

Pani doktor również spotkała na swojej drodze takie osoby i ma świadomość, że to ją jakoś ukształtowało i wpłynęło na jej sposób uprawiania zawodu.

Idąc śladem przekazanych informacji, można w innym świetle zobaczyć miejsce, funkcje i zdolności jakie prawdziwy psycholog musi odnaleźć w sobie by wykorzystać w tak absorbującym i pochłaniającym wiele energii zajęciu jakim jest pomaganie ludziom.
 

KONIEC