Gazeta Studentów Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego

Ponad-To

Oto człowiek

Czerwiec 1998, Nr 3 (5)


To ostatni numer Ponad-To w tym roku akademickim. Wydaje się nam, że te pięć mumerów jakie nasi Czytelnicy mieli do swej dyspozycji, to całkiem niezły dorobek (co do ilości i jakości [!?]). Mimo to, będziemy się starać, aby w przyszłym roku pismo nasze było jeszcze lepsze. Szykujemy wiele zmian. Mamy nadzieję, że spotakamy się znów w październiku. Życzymy udanych wakacji!!!

 
 
Psychologia Wydział Art Recenzje i spotkania Varia
Aktualia 98 
Anna Syrek, Daria Noga   

Psychologia i sztuka 
Jarosław Polak   

Dygresja o nitce 
Blanka Chmura   

Podsłuchane... 
Katarzyna Niemotko  
 

Rowerowa jechanka 
Marcin Golka   

Awantura na menedżerskiej - sprostowanie 
Różowa Pantera   

Co się dzieje? 
Blanka Chmura  
   
 

Marzena Bekier  
Wiersze   

Patrycja Fojt  
Wiersze   

Szpital Godula 
Anonymus   
 

Nowe oblicze inteligencji? 
Małgorzata Łodej   

To był taki dziwny sen 
Agnieszka Polańska  

Panel fachowców 
Jarosław Polak 

Na skróty 
Monika Kozioł   

Spotkanie 
Iwona Klaja   

Przypadki biblioteczne 
Jarosław Polak  

Poszukiwana feministka 
Joanna Kasza

 

Psychologia


Aktualia 98

Anna Syrek
Daria Noga

    W dniach 27-29.IV.1998 roku w Lublinie na KUL-u odbyła się Psychologiczna Konferencja „Aktualia 98”. Impreza ta ma już 5-letnią tradycję. Gromadzi profesorów i studentów na sesjach naukowych oraz warsztatach psychologicznych. W tym roku po raz pierwszy nasz Uniwersytet reprezentowały aż 4 osoby. Na sesji profesorskiej prof. dr hab. Heszen-Niejodek, w sesji doktoranckiej - mgr Anna Sieroń, a w sesji studenckiej - MY - czyli Syrek’n’Noga. Chciałyśmy podzielić się z wami kilkoma uwagami o tej ciekawej imprezie.
    Studenci KUL-u przygotowali tę imprezę w bardzo profesjonalny sposób. Większość uczestników referowała swoje prace w dużej, świetnie nagłośnionej auli (przez 3 dni kilkunastoosobowa ekipa z PiPs-u nie mogła uwierzyć własnym uszom, słyszeliśmy nawet westchnienia referentów). Wszystkie sesje odbywały się o wyznaczonej godzinie, trwały przewidziany czas i mogliśmy konkretnie umawiać się na imprezy. Kawiarnie w Lublinie są fajne, aczkolwiek drogie („mają atmosferę” - uwaga od D.N.)
    Ze studentami z innych uczelni integrowaliśmy się w tańcu w rytmie Kayah. („czuwał” nada nami prof. E. Nęcka - którego w tańcu dokształcała m. in. Daria Noga). A teraz co zostało w naszych pojętnych główkach po sesjach naukowych.

Dzień 27. IV, poniedziałek:
    Byliśmy zaspani i pełni nadziei na ciekawie spędzony czas. A.S. i D.N. czyli - my, denerwowałyśmy się swoim wystąpieniem w sesji studenckiej. Nasza praca była zatytułowana „Ocena osoby przez pryzmat atrakcyjności posiadanego przez nią imienia”. Kierując się wspomnieniem zajęć z dr Marią Zając nasza praca miała motto (do wglądu w redakcji „Ponad-To”). Przebadałyśmy 1003 licealistów, by stwierdzić, które imiona uważają oni za atrakcyjne. „Zwyciężyła” Julia i Tomek (pierwsza dziesiątka imion do wglądu w redakcji). Zdecydowanie odradzamy nadawanie imion Józef i Genowefa („przegrały” z kretesem). Uzyskałyśmy częściowe potwierdzenie związku między oceną danej osoby, a jej imieniem. W przypadku imion męskich ocena osób z atrakcyjnym i nieatrakcyjnym imieniem jest podobna, a w przypadku imion żeńskich wyżej oceniana była Julia niż Genowefa (nie ma się czemu dziwić!).
    Drugim wnioskiem z naszej pracy jest potwierdzenie hipotezy, że osoby anonimowe są niżej oceniane niż te, które posiadają określone imię (niezależnie od jego atrakcyjności).
    A więc wystąpiłyśmy, dostałyśmy brawa (duże), udzieliłyśmy wywiadu Lubelskiemu radiu i zamieniłyśmy się w słuch na dalszą część sesji. Było różnie. Koleżanka z UMCS przedstawiła najlepszą pracę studencką konferencji, w której stwierdziła, że w małżeństwach dwukulturowych ludzie mają oczekiwania wobec współmałżonka rozmijające się z tym, co mogą otrzymać, czym różnią się od małżeństw jednokulturowych.
    Aha! wcześniej była sesja profesorska (ze stresu słuchałyśmy tylko jednym uchem). Gwiazdą był prof. dr hab. J. Strelau - który poza ciekawym referatem, dwa razy spadł ze stołu, na którym przysiadł, a w ogóle to przełamał konwencję chodząc po sali, potrącając krzesła, potykając się i tracąc kontakt z mikrofonem. No i powiedzcie: co to jest za temperament?
    Przykro było nam, gdy pałaszując z Nim kolację w Duszpasterstwie Akademickim, podkreślał swą duchową więź z Uniwersytetem W. pomijając Uniwersytet Śl.

Dzień 28. IV, wtorek:
    Najciekawsze było przedpołudnie, kiedy prof. dr hab. E. Nęcka przedstawił współczesne koncepcje twórczości, w bardzo przystępny sposób. Mówił min o teorii inwestycyjnej Sternberga i Lubarta, o teorii Csikszentmihalyia, o koncepcji genploracji oraz przedstawił koncepcje dotyczące wglądu.
    Dłuższą dyskusję sprowokował prof. Stachowski krytyką założeń freudowskiej metodologii przekładu marzenia sennego. Wyczuwało się w tym wystąpieniu pasję krytyka, mądrość filozofa, psychologię tłumu. Profesor posługiwał się prawie wyłącznie cytatami z Zygmunta, więc był bardzo przekonywujący i pokazał wprost niedociągnięcia koncepcji Freuda.
Zawiedliśmy się popołudniu, kiedy na sesji psychoprofilaktycznej zabrakło M. Kotańskiego. Dyskusja była jednowymiarowa, ponieważ brali w niej udział tylko księża. Ich spojrzenie na problem narkomanii było jednostronne.

Dzień 29. IV, środa:
    Po imprezie wtorkowej (gra w kości do 400 rano, Tomek Ż. - zwycięzcą) coniektóra spała na ławce w Auli (wstyd!). Reszta wsłuchana była w wykład prof. M. Jarymowicz (znacie ją z TV), która mówiła o tożsamości. Potem naszą uwagę skupiła prof. J. Heszen-Niejodek, ciekawym referatem dotyczącym stylu radzenia sobie ze stresem. Około 1600 wsiedliśmy do auta, no i jesteśmy.

Psychologia i sztuka

Jarosław Polak

    Przedmiotem tych rozważań jest próba ukazania - głównie na przykładach historycznych - obszaru zetknięcia się dwóch dziedzin wiedzy: estetyki i psychologii, a ściślej zagadnienie percepcji dzieła sztuki. W poszukiwaniach tych mottem niech będą słowa Wolfganga Kohlera dotyczące właśnie tej problematyki zaczerpnięte z wykładów objętych tytułem Dynamics in Psychology: „Jeśli obecna sytuacja stwarza psychologii doskonały powód, czy raczej kapitalny pretekst do przekraczania z ciekawością własnych wąskich horyzontów, czyż nie powinniśmy skwapliwie skorzystać z tej sposobności?” A zatem, do dzieła.
    Nie budzi chyba wątpliwości to, że psychologa może mieć coś do powiedzenia w sprawach sztuki. John Fizer wśród problemów, które na tym polu może badać psychologia wymienia: „możliwe świadome i podświadome źródła procesu twórczego [...]; pobudki procesu twórczego [...]; modalności percepcji estetycznej, ostrość doznań związanych z percepcją estetyczną, związku między przedmiotem sztuki i jego percepcją, oddziaływanie  sztuk twórczych na odbiorców, cechy indywidualnych i intersubiektywnych postrzeżeń estetycznych, psychologię typów literackich”. Lista ta budzi respekt. Tutaj zajmę się jedynie problemem percepcji dzieła sztuki, który można sprowadzić tutaj do relacji pomiędzy człowiekiem poznającym, a przedmiotem estetycznym. Jest to problem trudny, mający długi rodowód. Dodać jeszcze trzeba, że będzie tutaj mowa tylko o sztukach plastycznych (malarstwo, rzeźba).
    Kłopoty zaczynają się przy odpowiedzi na pytanie, czy przedmioty estetyczne różnią się jakoś od naturalnych przedmiotów tego świata i innych wytworów człowieka, czy też nie. Po drugie, przedmioty estetyczne mogą być spostrzegane przez ludzi, zwłaszcza, że czasem znajdują się w muzeach, w których nic innego się nie robi, a tylko takie rzeczy ogląda. I tu rodzi się drugi problem, czy spostrzeganie to ma charakter specyficzny, właściwy tylko dla tego typu poznania, czy może nie różni się niczym od zwykłego spostrzegania. Różne kombinacje odpowiedzi na te dwa pytania wyznaczają źródło i granice wielkich sporów psychologów XIX i XX wieku.
    W psychologicznych teoriach sztuki przedmiot estetyczny wyróżnia się i rozpatruje o tyle, o ile oddziałuje on na psychikę człowieka. Inaczej mówiąc przedmiot dlatego jest estetyczny, że powoduje reakcję estetyczną, a nie dlatego wywołuje przyjemność, że jest estetyczny w sobie. Nie istnieją żadne źródła bodźców tworzące oddzielną, ontologicznie odmienną klasę przedmiotów estetycznych. Dowolny przedmiot w odpowiednim kontekście psychologicznym może stać się bodźcem wywołującym reakcję estetyczną.
    Pierwszą stricte psychologiczną teorią odbioru dzieła sztuki była estetyka indukcyjna Theodora Fechnera. Zakładał on, że przeżycie estetyczne nie różni się jakościowo od doznań nie-estetycznych, ma taką samą strukturę, a więc tak jak inne doznania jest mierzalne i dające się matematycznie opisać. Uprawiając estetykę badacz o nastawieniu fechnerowskim rozpoczyna swą pracę od przeżyć tego, co przyjemne i nieprzyjemne i na tym dopiero przechodzi do pojęć piękna, sztuki i stylu. Inaczej mówiąc piękno jest dla Fechnera szczególnym bodźcem mającym zdolność natychmiastowego wywoływania poczucia przyjemności. Pomiary Fechnera polegały np. na wyborze przez dobraną losowo grupę osób najbardziej powabnego estetycznie prostokąta spośród dziesięciu rozmaitych prostokątów. Na podstawie tych badań sformułował Fechner trzynaście swoich praw opisujących właściwości przedmiotu wywołujących w nas uczucia przyjemne. Prawa te choć rościły sobie pretensję do naukowej ogólności (jak to prawa) potykały się o pierwsze lepsze przykłady z życia wzięte.
    Duch eksperymentu w estetyce jednak nie umarł. Działalność taką podjęli sami artyści. Mondrian, Malewicz, a przede wszystkim Kandiński tworzyli i z dużym zapałem teoretyzowali pod wpływem wizji stworzenia formalnego języka sztuki. Ten ostatni tworzył katalogi efektów jakie wywoływały bodźce na podstawie badań psychologicznych o charakterze laboratoryjnym. Zawarty w książce „O duchowości w sztuce” opis właściwości niektórych kolorów jest swego rodzaju protokołem z takich badań, a ich wyniki były przez malarza wykorzystywane w jego twórczości.
    Ze zrozumiałych powodów teoria Fechnera nie spodobała się kilku innym psychologom (także i dziś się nie podoba). Najostrzej skrytykowana została ona ze strony zwolenników teorii wczucia (empatii). Według nich świadomość to aktywna siła oddziaływująca na naszą biologiczność, to poznanie i wola, za pomocą których świadomość przekracza siebie. Jednym ze sposobów takiego wykraczania jest wczucie. Nie poddaje się ono bliższemu opisowi. Przedmiot, w który się wczuwamy niesie ze sobą odbicie naszej osobowości, a także sam kontakt z nim wyzwala w nas poczucie przyjemności.
    Kolejna propozycja w historii - estetyka fizjologiczna - za klucz do zrozumienia całego ogromu problemów dotyczących psychologicznych aspektów poznania dzieła sztuki uznała przyjemność. Prawie wszyscy teoretycy uważali przyjemność za warunek konieczny twórczości i percepcji artystycznej. W 1877 roku Grant Allen pisał: „Moim celem jest ukazanie czysto fizycznej genezy poczucia piękna i jego zależności od naszego układu nerwowego” [Estetyka psychologiczna]. Bo też przyjemność Allen traktował czysto fizjologicznie, jako optymalny stan komórek ciała. Przyjemne poczucie piękna różni się znacznie u poszczególnych ludzi z powodu strukturalnych różnic układu nerwowego, a konsumpcja sztuki, jako czynność dostarczająca przyjemności jest aktem o charakterze w pewnym sensie instynktownym. Jednak o percepcji estetycznej mówić można tylko wtedy, gdy jest ona skierowana na przedmioty estetyczne w celu estetycznym.
    Do psychologii percepcji dzieła sztuki najwięcej wniosła chyba psychologia Gestalt. Jest ona jakby w naturalny sposób predysponowana do tego. Skupiła ona swą uwagę na strukturalnym porządku spostrzeganych przedmiotów i jego zgodności z samą percepcją. Z tej przyczyny psychologowie tej orientacji skupili się na badaniu fenomenalnych konfiguracji (Gestalten). Konfiguracje o charakterze estetycznym zostały tu uznane za zupełnie specyficzne zjawiska świadomości, których przyczyną są zarówno właściwości przedmiotów spostrzeganych jak i postrzegającego podmiotu.
    Tyle szkicu historycznego. Wszystkie wymienione propozycje zawierają w sobie coś wartościowego (od założeń po twierdzenia). Jednak ich wspólną cechą jest to, że są stare. Aż dziw bierze, że problematyka percepcji dzieła sztuki jest tak mało popularna. Jest to wyzwanie trudne, ale przecież łatwe odpowiedzi nie sprawiają satysfakcji. Odstraszającą funkcję mogą tu pełnić rozliczne czynniki takie jak chociażby złożoność procesu odbioru dzieła sztuki. O ile można mówić o prostym odbiorze pojedynczego bodźca, o tyle odbiór dzieła sztuki nie jest wcale taki prosty. Angażuje wszelkie władze psychiczne, pamięć, emocje, a jak twierdzą psychoanalitycy - znacznie więcej. Dlatego też za Teodorem Lippsem wolę mówić tu o doświadczeniu, które nie kojarzy się tak jednoznacznie z fizjologią odbioru bodźców.  Związek między bodźcem a jego psychiczną reprezentacją jest również wielką zagadką, której przyczyna wcale nie musi tkwić w wielkiej ilości zmiennych pośredniczących. Wspomniany już Kandiński pisząc o wpływie barw na duszę użył takiej oto zwięzłej metafory: „Kolor jest klawiszem. Oko jest młoteczkiem. Duch zaś wielostrunnym fortepianem.” [O duchowości w sztuce]. Wniosek z tego taki, że sam odbiór dzieła jest procesem twórczym.
    Z innej znów strony, jasne jest, że każde czasy mają swoje poczucie estetyczne. To co było uznane za piękne dwieście lat temu nam nie musi się wcale podobać. Pisał Platon w Hippiaszu Większym: „O Dedalu powiadają rzeźbiarze, że gdyby się dziś urodził i robił takie rzeczy jak te, za które został sławnym, to by się śmiać z niego potrzeba.”
    Oprócz tego, że istnieją w kulturze mody, trendy w odniesieniu do odbioru i oceny dzieła sztuki, przecież każdy ma inny gust, a na to nie ma siły. Ja osobiście mam wątpliwości co do paru dzieł wiszących w uznanych światowych muzeach. Powstaje pytanie o uwarunkowania mojego gustu; czy mają one charakter dziedziczny, warunkowy, nieświadomy. A jeśli ta zdolność może się w nas rozwijac to pytanie brzmi: na czym polega proces uczenia się odbioru dzieła sztuki?
    Wszystko to brzmi bardzo skomplikowanie. Czyżby więc rację miał Jung, że w sprawach sztuki nigdy nie będziemy dysponowali żadną pewną wiedzą, gdyż wszystko, co związane z procesem twórczym, nie poddaje się analizie naukowej? Nie podzielałbym raczej pesymizmu Junga. Jego akceptacja oznaczałaby zgodę na porzucenie prób odkrywania tego arcyciekawego obszaru psychologii. A o to by się tak nie, stało troszczy się zwykła ludzka ciekawość. W dalszych poszukiwaniach na tym obszarze inspirujące mogą być słowa Maxa J. Friedlaendera, zawarte w jego dziele Von Kunst und Kennerschaft: „Ponieważ sztuka, czymkolwiek by była, zawsze pozostaje sprawą ducha każda nauka o sztuce musi być psychologią. Co prawda może zarazem być i czymś innym, ale psychologią będzie zawsze”.

Dygresja o nitce

Blanka Chmura

    Świat jako taki jest całością. Zrozumienie istoty bytu człowieka nie jest możliwe bez zrozumienia mechanizmów czy procesów kierujących światem, nie tylko w sensie najbliższego otoczenia (rodziny), środowiska (społeczno-fizycznego), planety Ziemia i „Nieba” (przestrzeń kosmiczna, wszechświat).
    Rozwój psychologii rozpoczął się od „wyrwania” jednostki z jej otoczenia i próby badań jej wnętrza i wpływów zewnętrznych, bez zachowania kontekstu (introspekcjonizm czy behawioryzm). Psychoanaliza zwróciła uwagę na wpływ bodźców zewnętrznych, biologiczno-społecznych, psychologia humanistyczna podjęła próbę opisania człowieka jako indywidualności, traktując jako niepowtarzalne zarówno człowieka jak i środowisko jego życia. Obecnie zaczęły odgrywać dużą rolę takie gałęzie, jak psychologia systemowa czy psychologia ekologiczna, ale i one ograniczają w jakiś sposób powiązania człowieka z otoczeniem. Czym zatem jest wiedza psychologa na temat człowieka, bez wiedzy o otaczającej nas wszystkich rzeczywistości. Co nam po mechanizmach obronnych, potrzebach czy naciskach? Co po symptomatologii zaburzeń?
    To naturalne, że człowiek porządkuje świat, ale psycholog nie powinien rozumieć psychologii tak jak fizyk rozumie fizykę, psycholog ma być „pomagaczem” a nie „naukowcem”. Systematyka w ramach tej nauki wydaje się zbędna, ważne natomiast jest zrozumienie.
    Psychologia jest młodą nauką, u „nas”, w Europie. Tymczasem ludzie od tysiącleci borykali się z różnymi problemami i radzili sobie.
    Jak to jest, że jednym wystarczy umiejętność rozumienia i wykorzystywania swych emocji, znalezienie odpowiedniej więzi z otoczeniem, grupą, innymi ludźmi, wiara w Boga, czy w jakąś inną siłę wyższą? Gdy ktoś jest tego pozbawiony, lub jednej z tych rzeczy, trudniej mu funkcjonować. Od przedszkola uczą nas racjonalnego, logicznego myślenia, od przedszkola zabijają twórcze, nieszablonowe pomysły. Wokół za mało uczucia, więzi, natomiast za dużo gotowych wzorów i form, które są narzucane. Rozwój cywilizacji przynosi, jak każda „inwestycja”, koszty. Rozwój techniki odbywa się czasem kosztem człowieka.
    Jest taka stara chińska historia: podobno kiedyś wiedza o życiu, o jego pełni, sensie i celu była jedna i spójna – jak paciorki nanizane na nitkę. Lecz niestety człowiek przez swoją nieostrożność rozerwał nitkę i paciorki potoczyły się w różne kierunki i różne miejsca świata. Od czasu do czasu jakiś człowiek znajdzie jeden z nich i głośno krzyknie „znalałem”. Jego okrzyk ma sens – z jego perspektywy widzenia. Jego teoria jest natomiast tylko małym fragmentem całości. Czasem ktoś inny znajdzie więcej paciorków, ale brak mu nitki, którą mógłby połączyć je w większą całość. Ciągle powstają nowe teorie lub odkrywane są na nowo stare (matematyka, fizyka, psychologia, radiostezja, bioenergoterapia, Gestalt, Feng Shui, wiedza ludów pierwotnych – Indian, Aborygenów, ludów Afryki, itd.). Paciorków jest mnóstwo, ale jak je połączyć? A może lepiej łudzić się, że coś rozumiemy? Szukać wciąż nowych elementów? A może znaleźć nitkę?

Podsłuchane...

Katarzyna Niemotko

    Należę do osób, które codziennie spędzają trochę czasu w pociągach, więc często jestem świadkiem interesujących rozmów. Zazwyczaj tematem jest polityka lub sport, ja jednak miałam szczęście posłuchać czegoś związanego z psychologią. W moim sąsiedztwie jechały dwie miłe panie zajęte rozmową o swoich sprawach zawodowych. Jedna z nich opowiadała właśnie o swojej współpracowniczce, której grozi zwolnienie. Powodem tego są jej problemy natury psychicznej. I tutaj zaczyna się najciekawszy fragment rozmowy, na szczęście miałam pod ręką coś do pisania, więc mogłam zrobić notatki.
- Dlaczego chcą ją zwolnić?
- A wie pani, ma problemy z głową. Była u doktora i miała iść do szpitala, ale nie poszła.
- A co jej dokładnie było?
- No nie wiem, różnie mówią, ale ja myślę, że załamanie, depresja. No i ma problemy w domu...
- To na pewno nerwica..
- Tak, ma pani absolutną rację. I w ogóle jest jakaś dziwna, nie rozmawia z nami, tylko się uśmiecha.
- A mówi sama do siebie?
- Tak, oczywiście!!
- To musi być SCHIZOFRENIA!!!
- O, ma pani rację, schizofrenia jak nic! I wie pani, ja się boję, żeby czasem kiedyś nie przybiegła z nożem i nam krzywdy nie zrobiła. Bo jak pani mówi, że to schizofrenia, to ona jest pewnie niebezpieczna... i to z depresją... (tu się uśmiecha), a tu z nożem na nas...
- Tak, ona może być bardzo niebezpieczna, niech jeszcze z jakąś manią prześladowczą, czy co, to już bardzo groźna dla otoczenia. Muszą ją szybko zwolnić!!
- To jak pani tak mówi, to ja muszę koleżankom powiedzieć i do dyrektora pójdziemy, bo to strach z taką pracować, jeszcze nas pozabija...
    To już niestety koniec, bo dotarłam do mojej stacji, a szkoda , bo było ciekawie. W pewnych momentach z trudem hamowałam się przed wtrąceniem czegoś, ale skoro panie okazały się być specjalistkami w dziedzinie psychologii i psychiatrii, postanowiłam ograniczyć się do słuchania (lub jak ktoś woli - podsłuchiwania).
    Sytuacja ta była dosyć zabawna, ale po części także przygnębiająca - widać tu bowiem, jak traktowane są w naszym społeczeństwie osoby różniące się od innych. Osobom takim przykleja się etykietkę wariata niebezpiecznego dla otoczenia, w obawie przed nieznanym odrzucamy je, byle jak najdalej od nas. Jedyną szansą na zmianę tego jest uświadomienie społeczeństwu, że "inny" nie musi oznaczać gorszy, a "inność" tych ludzi nie powinna być powodem do odtrącania ich.


Wydział


Głos w kwestii formalnej, czyli schody do nieba i rowerowa jechanka

Marcin Golka

    Wiele mówi się w naszych czasach o integracji i ułatwianiu życia osobom niepełnosprawnym. Urzędy i różne instytucje montują specjalne podjazdy, szyny i elektryczne windy, które pozwalają wjechać i poruszać się po budynku na wózku inwalidzkim bez proszenia się o łaskę i pomoc. My oczywiście wszystkie te działania popieramy i… nie robimy nic!
    Nasz Wydział tak humanistyczny i nastawiony na człowieka skutecznie straszy zębami swoich schodów potencjalnego studenta na wózku. Tak mało trzeba żeby ułatwić tym ludziom życie. Nikt tu nie prosi o montaż kosztownego elektrycznego wyciągu, ale o proste szyny! Koszty zamontowania takich szyn są znikome, a jak potrafią uprościć życie. Aż dziw bierze, że nie zostały one zamontowane przy okazji remontu. W nowym budynku kładzie się teraz „kafelki, duperelki”, odnawia sale, ja nie twierdzę, że to nie jest potrzebne - bo jest, ale przecież można by wygospodarować trochę grosza i założyć szyny na schodach do naszego Wydziału, w starym budynku i do szatni. Pamiętaj - jakiś pijany kierowca czy dziura w chodniku i już można dołączyć do grona poruszających się na wózkach, a wtedy walka ze schodami może się okazać ponad siły, dlatego trzeba działać póki czas!
    I sprawa druga, zbliża się okres letni, wielu studentów (a może i wykładowców) chętnie dojeżdżałoby na uczelnię rowerem, niestety na Wydziale nie ma co z nim zrobić, a wiadomo złodziejstwo się szerzy i strach zostawić go przed uczelnią. Propozycje rozwiązania tego problemu są dwie:
- pierwsza to funkcjonowanie szatni w okresie letnim, która to szatnia przekształciłaby się w parking rowerowy i każdy dostawałby numerek za rower, tak jak zwykle za kurtkę.Zalety: parking strzeżony, rower w budynku, odbiór tylko za okazaniem numerka - nikła szansa kradzieży, brak konieczności stosowania dodatkowych zabezpieczeń (łańcuchów, linek szyfrowych, kłódek itp.). Wady: pensja dla pań szatniarek, (chyba żeby zrobić jakąś małą odpłatność za parkowanie roweru.)
- druga to ustawienie obok portierni (pod zegarem, zamiast ławki) stojaka na rowery. Zalety: parking częściowo strzeżony przez portiera, rower w budynku, brak konieczności schodzenia z rowerem na dół do szatni, oszczędność na pensji dla szatniarek.Wady: łatwiejsza możliwość kradzieży, konieczność stosowania dodatkowych zabezpieczeń, ogólna możliwość dostępu.
    Uważam, że pierwsze rozwiązanie jest lepsze, mimo, że pociąga za sobą pewne koszty, ale zyski są większe, zwłaszcza jeśli chodzi o bezpieczeństwo rowerów.
    Apeluję tu do osób Władnych i wszystkich mogących pomóc o zainteresowanie się tymi sprawami i podjęcie odpowiednich kroków. Rozwiązania te niewątpliwie ułatwią i uprzyjemnią studiowanie na Naszym Wydziale.

Awantura na menedżerskiej – sprostowanie

Różowa Pantera

1. Skarga na pewną prowadzącą w formie pisemnej nigdy nie trafiła do Prodziekana – taki był pierwszy projekt, ale został on odrzucony. Skarga została złożona, a w zasadzie problemy z zajęciami zostały zgłoszone w rozmowie z Prodziekanem. Który zaproponował by polubownie rozwiązać sprawę i jakoś dogadać się z prowadzącą. Tak też uczyniliśmy i poszliśmy na kompromis, który częściowo rozwiązał nasze problemy i jak myślę jest zadowalający dla obu stron.
2. Prawdą jest, że przez jakieś niedopatrzenie faktycznie brakuje nam  120 godzin zajęciowych, które właśnie w tym semestrze nadrabiamy.
3. Bloki zajęciowe w piątki się odbyły (nadrobiliśmy wymaganą ilość godzin) i trzeba przyznać, że były one bardzo ciekawe i przydatne w praktyce psychologa, ponieważ dotyczyły negocjacji i różnych problemów z nimi związanymi, a nie dziecka autystycznego. Zajęcia te prowadziła w doskonały sposób dr K. Balawajder, za co pragniemy jej podziękować.
4. Przykrą i prawdziwą sprawą jest fakt, że pozostałe zajęci ciągną się jak flaki z olejem. Niestety, nie idzie ku lepszemu – bałagan jest, był i chyba będzie, bo z tego co nam wiadomo informacje często nie docierają do Władz, są zniekształcone, albo giną gdzieś po drodze. Aż dziw bierze, że tyle mówi się o poprawnej komunikacji, a nikt z tej wiedzy nie korzysta.
Bardzo przepraszamy wszystkich za nieścisłości i rozminięcia się z faktami w pierwotnym tekście. Mamy nadzieję, że więcej takich nieporozumień nie będzie i bardzo prosimy autorów tekstów o odpowiedzialność, bo nie jesteśmy w stanie sprawdzać zgodności wszystkich „faktów” opisanych w tekście z rzeczywistością.

Co się dzieje?

Blanka Chmura

    A co się ma dziać? Od kogo to zależy, jak nie od studentów naszego kochanego PiP`su? A gdzie się ma dziać jak nie w naszym klubie zwanym klubem "Pod Rurą", od wielu, wielu lat cieszącym się popularnością wśród braci studenckiej?
    Po wielu zmaganiach z bardziej lub mniej korzystnymi wiatrami losu (wiejącymi nawet z siłą 10 w skali Beuaforta) w końcu coś się dziać zaczęło. W klubie, przynajmniej raz w tygodniu, można po południu spędzić miło czas, to na koncercie (różne profile muzyczne), to na sztuce teatralnej, to na różnych spotkaniach tematycznych (ekologia i nie tylko). Niedawno na ścianach zawisły zdjęcia z historycznych imprez w klubie "Pod Rurą" sprzed 20, 15, 10 lat, planujemy i inne wystawy.
    O tym co się ma dziać w klubie możesz decydować i ty. Masz ciekawy pomysł? Może robisz coś ciekawego? Grasz, śpiewasz, rysujesz, malujesz? To nie prawda, że wszyscy studenci naszego wydziału szybko znikają z uczelni, wciąż kują i nie potrafią się bawić, wydaje się wręcz, że takich można na palcach policzyć.
    Póki co Rada Programowa Klubu zaprasza wszystkich na ciąg dalszy imprez "majowych" tych stałych bywalców, a przede wszystkim tych, którzy do tej pory skutecznie bronili się z całych sił przed zabawą w murach uczelni (a przecież studia to nie tylko przesiadywanie w czytelni). W maju odbyły się już premiera sztuki teatru "PiPs PiPs" oraz grupy "Mało znani lecz lubiani" pt. "Helka, Józek, blues", oraz koncert zespołu Transformacja. A wydarzy się jeszcze: super koncert kapeli Kaliber 44, oraz spektakl opolskiego teatru z monodramem "Shirley Wallentime" W. Russela. O innych propozycjach informować będą plakaty.
    P.S. Członkowie Rady Programowej to obecnie i oficjalnie" Ola Gondek, Iza Kaczyńska, Ola Bosak, Agata Półtoranos, Becia Sudoł and "me" (już nie jako Rada). Czekamy na uwagi i propozycje, każdą "pomocną dłoń" witamy serdecznie i zapraszamy do współpracy.
 


Art


Marzena Bekier

*** 

I znów chcę próbować 
zająć swoje miejsce przy włsanej maszynie do szycia - życia 
cerowania i dziergania, 
poprawiania i łatania... 
A skoro chcę, to znaczy, 
że chyba nie jest jeszcze ze mną 
aż tak źle - (chyba nie) 

Nastroje kobiety  

Sobie na pociechę 
- dzisiaj się uśmiecha. 
Sobie na udrękę 
- dzisiaj płacze. 
I... dziwaczy, dziawaczy, dziwaczy...

*** 

Tyle jest we mnie radości 
- tak niepowtarzalnej i takiej niezwykłej 
Na powrót cieszy mnie widok lasów rzek jezior, łąk... 
I jak kiedyś raduje mnie to, 
że czuję zapach świerku, 
że dostrzegam kryształki rosy na jego gałązkach. 
I wreszcie najważniejsze 
- wiem że już kocham. 
- Nie, raczej ja znowu kocham - 
cały świat, każdą najmniejszą czastkę mnie samej! 

Patrycja Fojt

*** 

mam dwie blizny... 
na moich stopach, 
od... 
wydeptywania twego imienia 
na parzącym piasku 
kiedyś znikną... 
gdy ja zniknę.. 
...teraz krwawią... 

*** 

dotknij mnie... 
drżącym jak pergaminowy listek 
koniuszkiem palca... 
choć nic nie poczujesz, 
jakby się nie stało 
zapala się we mnie... 
iskra 
o której nic nie wiesz, 
choć tak ją kocham 
to wszystko co mam, 
jasny płomyczek 
błyszczący w ciemnej osłonie marzeń... 
...tylko moich... 

*** 

...zbyt dużo twarzy... 
nie rozpoznaję ciebie... 
nie wiem gdzie jesteś 
nie mogę cię zawołać... 
nie pamiętam 
twego imienia... 
...zapomniałam... 
bo tak chciałam... 

 

Szpital Godula

Anonymus

SZPITAL GODULA

ci normalni z autobusów kin poczekalni sądowych
czytający gazety rozmawiający ze sobą
ci normalni usypiający według danego przez naturę rytmu
pamiętający wypowiedziane przed chwilą słowo a nawet dzień wczorajszy
ci normalni dla których zakratowane okna to tylko granica ich wolności
którzy nie są oglądani przez głupich studentów
jak egzotyczne okazy kolorowych ptaków
ci normalni nie stojący pod ścianą jakby czekali aż ściana przemówi
jedzący posiłki przed telewizorem według dowolnie wybranego jadłospisu
ci normalni niewzruszone filary norm statystycznych
których słowa nie muszą wydobywać się
jak z głębokiej neuroleptycznej studni
dla których strach jest tylko strachem
a noc jest tylko nocą
a człowiek tylko sobą

 


Recenzje i spotkania


Nowe oblicze inteligencji?

Małgorzata Łodej

    Pewnego dnia podczas wizyty w księgarni zakrzyczała do mnie swoją okładką pewna książka. Było na niej o sukcesie, o burzeniu dotychczasowych poglądów, o umiejętnym kierowaniu i wreszcie najbardziej krzycząca część – ŚWIATOWY BESTSELLER !!! Wszystko to pulsowało sugestią „kup mnie...” No więc dałam się skusić. Choć książka Daniela Golemana  pt. „Inteligencja emocjonalna” jest niewątpliwie pozycją komercyjną i wiele zawdzięcza dobrze przemyślanej kampanii reklamowej, nie dziwi mnie jej światowy sukces. Mimo pewnego sceptycyzmu w pierwszym kontakcie z książką, uważam ją za bardzo dobrą pozycję. Jest dobrze napisana: prostym, ale ciekawym i błyskotliwym językiem, który nie znudzi profesora, i nie przytłoczy przeciętniaka.
    W książce tej Goleman porusza jakże popularne ostatnio zagadnienie inteligencji emocjonalnej. Przedstawia różne jej aspekty i znaczenie jakie „zdolności emocjonalne” pełnią w różnych sferach życia człowieka. Pokazuje również jakie znaczenie może mieć dla każdego człowieka znajomość jego własnych emocji, kierowanie nimi, rozpoznawanie emocji u innych ludzi i zdolność motywowania się.
    Inteligencja ta jest potrzebna chyba nie tylko, by człowiekowi żyło się dobrze, lecz również jest poszukiwaniem  nowych  zasobów dla zagonionego i stechnikratyzowanego dzisiejszego świata. Zasoby te tkwią w psychice człowieka i można z nich czerpać.
Daniel Goleman, 1997: Inteligencja emocjonalna. Media Rodzina of Poznań.

To był taki dziwny sen

Agnieszka Polańska

   17 marca i 21 kwietnia 1998 roku AKHP zorganizowało dwa wykłady dotyczące tematyki snów. Był to wykład pani dr H. Przybyły pt. „Marzenia senne w teorii i praktyce psychoterapeutycznej„ wprowadzający nas w tematykę snów w psychologii, oraz wykład pani mgr Szczepanik pt.”Sen jako tekst – o jungowskiej analizie snów„. O tym jak dużym cieszyły się zainteresowaniem świadczyła wielka ilość słuchaczy – zjawisko dość nietypowe na naszej uczelni. Potwierdza to wagę jaką przypisujemy snom – pociąga nas ich irracjonalny charakter, ciekawi odkrycie czegoś nieznanego, fascynującego.
    Od strony biologicznej potrafimy wytłumaczyć funkcję snu, śledząc EEG. Wiemy, że w ciągu nocy 4-5 razy wchodzimy w fazę REM – odpowiedzialną za marzenia senne. Jednak nasza wiedza na tym się kończy. Stwierdzamy fakt, ale nie potrafimy wytłumaczyć ani jego przyczyn, ani celowości – racjonalność w tym przypadku zawodzi. Marzeń sennych nie możemy dokładnie zbadać i zamknąć w ciasną regułkę.
    Nasze babcie szukały porady w sennikach – znajdując w nich absurdalne wyjaśnienia.  My wierząc w Freuda zastanawiamy się z trwogą, czy rzeczywiście wypadające zęby porównać można z  kastracją, czyli karą za onanizm oraz jak bardzo musimy być sfrustrowani seksualnie – skoro w prawie każdym śnie pojawiają się wątki erotyczne (symbolika Freuda w tej kwestii jest tak bogata, że wszyscy znajdą coś dla siebie).
    Z kipiącej otchłani mrocznych instynktów wyciąga nas Jung, u którego nieświadomość składa się czterech archetypów (cień, anima, animus, jaźń). Ponawia się – a sen pełni funkcję kompensacyjną naszej świadomości, zawiera mądrość i przenikliwość. Jego celem jest doby do życiowego optimum, pomoc w uzyskaniu wglądu w której się znajduje (typowym przykładem jest naukowiec odkrywający w czasie snu cząsteczkę benzenu). Powstaje ważne pytanie – jak uchwycić ów sens – sen posługuje się bowiem odmiennym, irracjonalnym językiem, pełnym metafor, obrazów i swoistej symboliki. Często zdarzenia nie mają tutaj logicznego ciągu, a obrazy, wyolbrzymione i groteskowe, pokrycia w rzeczywistości.
    Interpretując sen ważne jest uchwycenie istoty problemu – dopiero później można skupić się na poszczególnych obrazach (sławetne od ogółu do szczegółu). Nie ma wzorca, dostarczającego gotowego rozwiązania. Każdy sen należ potraktować indywidualnie, tak jak odmienne są doświadczenia i przeżycia osoby. Każdemu z nas inaczej pokazuje on jak realizować swój wewnętrzny życiowy potencjał, inspiruje i w baśniowy sposób wzbogaca codzienne życie.

Panel fachowców

Jarosław Polak

    Jak pomagają zawodowcy, co sprawia im trudności, jak je przezwyciężają? Oto pytania, na które odpowiedź usłyszeć można było na dyskusji panelowej „Między dystansem a bliskością - pułapki pomocy psychologicznej”, która odbyła się 5 maja o godzinie 1200 w sali 101. W spotkaniu udział wzieli najwięksi fachowcy od pomagania na naszej uczelni, panie (na zdjęciu od lewej) dr Agnieszka Pietrzyk, dr Anna Winnicka, dr Hanna Przybyła, dr Maria John-Borys, dr Katarzyna PopiołekZdjęcie ze spotkania
    Gospodarzem tego nietypowego na naszym wydziale spotkania był czwarty rok psychologii, który niesyty wiedzy zdobywanej na zajęciach z pomocy psychologicznej postanowił bezpośrednio zapytać o konkretne problemy profesjonalistów.  Wydarzenie to nie miałoby miejsca, gdyby nie starania naszej wspaniałej mgr Bożeny Makselon, której w tym miejscu składamy podziękowania i gratulacje. Wielkie podziękowania należą się również przybyłym paniom doktor.
    Gdyby takie spotkania miały miejsce częściej wtedy można by mówić, że nasz uniwersytet realizuje swe autentyczne cele. Bo universitas znaczy całość, wspólność, a więc także jedność i wspólnotę społeczności pracowników naukowych i studentów. W tamten dzień w sali 101 panowała atmosfera universitas.


Varia


Na skróty II

Monika Kozioł

    Błogi nastrój wakacji, słońce, zapach trawy, wiatr niosący zapach wolności....i widmo praktyk. Oto część druga przewodnika jak dopasować sobie miejsce praktyk do poziomu zapotrzebowania na stymulację.
 
- Poradnia psychologiczno – pedagogiczna, Ul. Świdnicka 35, Katowice – Ligota
Wechsler dla dzieci nie będzie miał już przed Tobą żadnych tajemnic. Jest sympatycznie a skorzystasz na tyle, na ile będziesz chciał (można całkiem dużo). Ze względu na dzieci - raczej nie dla choleryków.
- Szpital Górniczy, Al. Legionów 10, Bytom, Oddział Psychiatryczny
Tajniki diagnozy MMPI poznać można na oddziale całodobowym, a sprawdzić się w roli terapeuty – na dziennym. Jeśli ktoś chce ambitnie spróbować: polecam ! (dla osób o sporym zapotrzebowaniu na stymulację, oczywiście)
- Poradnia psychologiczno – pedagogiczna, Ul. Okrzei 4, Katowice
Wszystko to, czego chcielibyście się dowiedzieć o przeprowadzaniu Wechslera / Ravena/ wywiadu z dzieckiem, ale boicie się zapytać. Dla flegmatyków.
- Areszt Śledzczy, Zabrze
Można obejrzeć, posłuchać wykładu miłego pana policjanta, na upartego – można podrążyć – nie podziemny korytarz, tylko warsztat pracy resocjalizantów. I tyle. Dla minimalistów.
 
    A oto kilka namiarów, które sprawdzone zostaną w tym roku – więc póki co bez recenzji:
- Pracownia Psychologiczna, Ul. Hutnicza 3, Tel. 255 45 86
- Personnel Select, Ul. Żwirki i Wigury 16, Tel. 513 946
- Consorg, Ul. Dąbrowskiego 22, 255 53 36
- Poradnia Zdrowia Psychicznego, Ul. Szkolna 2, Siemianowice Śl., 228 30 21

Spotkanie

Iwona Klaja

    Ta tragikomiczna historia wydarzyła się w pociągu relacji Oświęcim-Kraków. Spotkałam tam Japonkę, która usilnie próbowała porozmawiać z kimś po angielsku, jako że bardzo interesowali ją ludzie z tak egzotycznego kraju jakim jest Polska, a w szczególności miasto Oświęcim. Rozmowa, która się potoczyła była mniej więcej taka:
-  Czy ty może mieszkasz w Auschwitz? (dla wyjaśnienia - w folderach funkcjonuje tylko taka nazwa)
-  Tak.
-  Urodziłaś się tutaj???
-  Uhmmm... Jesteś zaskoczona?
-  No jasne!!! Byłam przekonana, że w Auschwitz to tylko obóz stoi, nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś może się urodzić w Auschwitz! To takie straszne, to co tutaj się wydarzyło, ile ludzi tutaj zginęło...
-  To fakt, trudno wyobrazić sobie drugi taki kataklizm... A właściwie to skąd ty pochodzisz?
- Z Hiroszimy...
- Hahahahahahaha...
Bez komentarzy... No może tylko to, że moje „hahahaha” wywołało całkowite osłupienie na twarzy
Japonki... Trudno było się powstrzymać. To się nazywa bliskie spotkanie któregoś tam stopnia!!!

Przypadki biblioteczne

Jarosław Polak

PRZYPADEK I
18. III. 98
Składam w bibliotece rewers na książkę Janusza Reykowskiego. Książka ma kilkanaście sygnatur. Po godzinie – oczywiście - zwrot rewersu. Jestem zadziwiony zainteresowaniem studentów poruszaną w tej książce problematyką.

15. IV. 98
Składam w bibliotece rewers. Znów zwrot jak można się było spodziewać. Znaczy się - wszystkie egzemplarze wypożyczono.

21. IV. 98
Składam w bibliotece rewers na książkę Reykowskiego. Zwrot.

4. V. 98
Całkowicie wbrew logice i zgodnie z opinią znajomych (że niby idiota) składam po raz kolejny rewers. Otrzymuję książkę Janusza Reykowskiego. Książka jest niemożliwie zakurzona. Nikt nie otwierał jej przez co najmniej rok.

PRZYPADEK II
    Polecam do przeczytania poniższe artykuły w czytelni Wydziału PiPs:
Karyłowski J.: Koncentracja na sobie i zawartość "ja idealnego" a bezinteresowne działanie na rzecz innych osób, "Studia Psychologiczne", 1977, t. 16, z.1, s. 19-37
Reykowski J.: Obraz własnej osoby jako mechanizm regulujący postępowanie, Kwartalnik Pedagogiczny, 1970, 3
Paszkiewicz E., „Ja” a zachowanie, Psychologia Wychowawcza, 1971, 2
    Albo nie, nie będę złośliwy. Artykuły te zostały żywcem wyrwane z czasopism, albo czasopisma te zostały ukradzione. Ciekawe, jakie miejsce w rankingu zaufania społecznego zajmują psycholodzy i pedagodzy? W każdym razie, niszczenie mienia publicznego, w założeniu mającego służyć wielu pokoleniom studentów, poszło im nadzwyczaj sprawnie. O ironio, artykuły te dotyczyły między innymi zachowań prospołecznych!

PRZYPADEK III
    Wybrałem się do Biblioteki Głównej poczytać interesującą książkę. Lektura wciągnęła mnie niesamowicie, ale po jakiejś godzince musiałem się przejść, żeby się odprężyć, rozprostować kości i odwiedzić takie jedno miejsce. Po powrocie okazało się, że podczas mojej nieobecności ktoś ukradł z mojego stolika dokumenty (dowód i takie tam, bez pieniędzy). Zaufałem zgromadzonym w tym przybytku mądrości miłośnikom wiedzy, z których jeden okazał się również miłośnikiem cudzych dokumentów tożsamości (lub jak kto woli – złodziejem). Zakończyłem lekturę i poszedłem do banku zablokować konto.

Poszukiwana feministka

Joanna Kasza

    Feministka – to słowo prowokujące. Kojarzy się z reguły z walecznymi Amazonkami. Czy z jego skrajnym stereotypem: babo-chłopem z transparentem: „gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień” (żadnych aluzji do Kayah).
Albo z buntowniczkami bez powodu, które nie chcą zaakceptować faktu, że są gorszą od mężczyzn formą bytu (Arystoteles!).
    Dla mnie feministka jest kobietą, która znalazła złoty środek pomiędzy tym co typowo kobiece i męskie – wolna, niezależna, akceptująca siebie i asertywnie dochodząca swych praw. I wierna sobie – nie stereotypom.
    Feministka nie widzi grzechu w tym, że jest sama. Woli niezależność od tkwienia w toksycznym związku z facetem, który tłamsi jej indywidualność – i ciągłych autotłumaczeń w stylu – lepszy wróbel w garści niż skowronek na dachu. Bo ona ceni życie rodzinne we właściwym czasie i z właściwym mężczyzną i nie zawsze na kartę rowerową.
    Feministka akceptuje własne ciało i traktuje je jak swoją własność. Ma własne kanony piękna – niezależne od greckich czy męskich.
    Jeśli się odchudza – to jest wynikiem jej własnej decyzji a nie mody na Twiggy; jeśli nie – to nie czuje się gorsza od chorych na dietomanię koleżanek.
    Świadomie wybiera w życiu to co dla niej najważniejsze. Jeśli kariera – robi ją bez skrupułów, jeśli dom – poświęca się mu bez cierpiętniczej miny jak na ołtarzu Matki Polki. Podział na zajęcia typowo męskie i kobiece dla niej nie istnieje, bo robi to co chce robić.
    Nie potrzebuje instrukcji obsługi młotka. Kocha zarówno towarzystwo jak i samotność w tłumie. Chodząca własnymi drogami kobieta bez winy i wstydu, która często nawet nie wie, że jest feministką. Byłabym dumna, gdyby ktoś mnie tak nazwał. A ty?


 Powrót na stronę główną
 
Strona główna