

| Psychologia | Wydział | Art | Recenzje i spotkania | Varia |
| Aktualia 98
Anna Syrek, Daria Noga Psychologia i sztuka
Dygresja o nitce
Podsłuchane...
|
Rowerowa jechanka
Marcin Golka Awantura na menedżerskiej - sprostowanie
Co się dzieje?
|
Marzena Bekier
Wiersze Patrycja Fojt
Szpital Godula
|
Nowe oblicze inteligencji?
Małgorzata Łodej To był taki dziwny
sen
Panel fachowców
|
Na skróty
Monika Kozioł Spotkanie
Przypadki biblioteczne
Poszukiwana feministka
|
W dniach 27-29.IV.1998 roku w Lublinie na KUL-u odbyła
się Psychologiczna Konferencja Aktualia 98. Impreza ta ma już 5-letnią
tradycję. Gromadzi profesorów i studentów na sesjach naukowych oraz warsztatach
psychologicznych. W tym roku po raz pierwszy nasz Uniwersytet reprezentowały
aż 4 osoby. Na sesji profesorskiej prof. dr hab. Heszen-Niejodek, w sesji
doktoranckiej - mgr Anna Sieroń, a w sesji studenckiej - MY - czyli SyreknNoga.
Chciałyśmy podzielić się z wami kilkoma uwagami o tej ciekawej imprezie.
Studenci KUL-u przygotowali tę imprezę w bardzo
profesjonalny sposób. Większość uczestników referowała swoje prace w dużej,
świetnie nagłośnionej auli (przez 3 dni kilkunastoosobowa ekipa z PiPs-u
nie mogła uwierzyć własnym uszom, słyszeliśmy nawet westchnienia referentów).
Wszystkie sesje odbywały się o wyznaczonej godzinie, trwały przewidziany
czas i mogliśmy konkretnie umawiać się na imprezy. Kawiarnie w Lublinie
są fajne, aczkolwiek drogie (mają atmosferę - uwaga od D.N.)
Ze studentami z innych uczelni integrowaliśmy się
w tańcu w rytmie Kayah. (czuwał nada nami prof. E. Nęcka - którego w
tańcu dokształcała m. in. Daria Noga). A teraz co zostało w naszych pojętnych
główkach po sesjach naukowych.
Dzień 27. IV, poniedziałek:
Byliśmy zaspani i pełni nadziei na ciekawie spędzony
czas. A.S. i D.N. czyli - my, denerwowałyśmy się swoim wystąpieniem w sesji
studenckiej. Nasza praca była zatytułowana Ocena osoby przez pryzmat atrakcyjności
posiadanego przez nią imienia. Kierując się wspomnieniem zajęć z dr Marią
Zając nasza praca miała motto (do wglądu w redakcji Ponad-To). Przebadałyśmy
1003 licealistów, by stwierdzić, które imiona uważają oni za atrakcyjne.
Zwyciężyła Julia i Tomek (pierwsza dziesiątka imion do wglądu w redakcji).
Zdecydowanie odradzamy nadawanie imion Józef i Genowefa (przegrały z
kretesem). Uzyskałyśmy częściowe potwierdzenie związku między oceną danej
osoby, a jej imieniem. W przypadku imion męskich ocena osób z atrakcyjnym
i nieatrakcyjnym imieniem jest podobna, a w przypadku imion żeńskich wyżej
oceniana była Julia niż Genowefa (nie ma się czemu dziwić!).
Drugim wnioskiem z naszej pracy jest potwierdzenie
hipotezy, że osoby anonimowe są niżej oceniane niż te, które posiadają
określone imię (niezależnie od jego atrakcyjności).
A więc wystąpiłyśmy, dostałyśmy brawa (duże), udzieliłyśmy
wywiadu Lubelskiemu radiu i zamieniłyśmy się w słuch na dalszą część sesji.
Było różnie. Koleżanka z UMCS przedstawiła najlepszą pracę studencką konferencji,
w której stwierdziła, że w małżeństwach dwukulturowych ludzie mają oczekiwania
wobec współmałżonka rozmijające się z tym, co mogą otrzymać, czym różnią
się od małżeństw jednokulturowych.
Aha! wcześniej była sesja profesorska (ze stresu
słuchałyśmy tylko jednym uchem). Gwiazdą był prof. dr hab. J. Strelau -
który poza ciekawym referatem, dwa razy spadł ze stołu, na którym przysiadł,
a w ogóle to przełamał konwencję chodząc po sali, potrącając krzesła, potykając
się i tracąc kontakt z mikrofonem. No i powiedzcie: co to jest za temperament?
Przykro było nam, gdy pałaszując z Nim kolację w
Duszpasterstwie Akademickim, podkreślał swą duchową więź z Uniwersytetem
W. pomijając Uniwersytet Śl.
Dzień 28. IV, wtorek:
Najciekawsze było przedpołudnie, kiedy prof. dr
hab. E. Nęcka przedstawił współczesne koncepcje twórczości, w bardzo przystępny
sposób. Mówił min o teorii inwestycyjnej Sternberga i Lubarta, o teorii
Csikszentmihalyia, o koncepcji genploracji oraz przedstawił koncepcje dotyczące
wglądu.
Dłuższą dyskusję sprowokował prof. Stachowski krytyką
założeń freudowskiej metodologii przekładu marzenia sennego. Wyczuwało
się w tym wystąpieniu pasję krytyka, mądrość filozofa, psychologię tłumu.
Profesor posługiwał się prawie wyłącznie cytatami z Zygmunta, więc był
bardzo przekonywujący i pokazał wprost niedociągnięcia koncepcji Freuda.
Zawiedliśmy się popołudniu, kiedy na sesji psychoprofilaktycznej zabrakło
M. Kotańskiego. Dyskusja była jednowymiarowa, ponieważ brali w niej udział
tylko księża. Ich spojrzenie na problem narkomanii było jednostronne.
Dzień 29. IV, środa:
Po imprezie wtorkowej (gra w kości do 400 rano,
Tomek Ż. - zwycięzcą) coniektóra spała na ławce w Auli (wstyd!). Reszta
wsłuchana była w wykład prof. M. Jarymowicz (znacie ją z TV), która mówiła
o tożsamości. Potem naszą uwagę skupiła prof. J. Heszen-Niejodek, ciekawym
referatem dotyczącym stylu radzenia sobie ze stresem. Około 1600 wsiedliśmy
do auta, no i jesteśmy.
Świat jako taki jest całością. Zrozumienie istoty
bytu człowieka nie jest możliwe bez zrozumienia mechanizmów czy procesów
kierujących światem, nie tylko w sensie najbliższego otoczenia (rodziny),
środowiska (społeczno-fizycznego), planety Ziemia i Nieba (przestrzeń
kosmiczna, wszechświat).
Rozwój psychologii rozpoczął się od wyrwania jednostki
z jej otoczenia i próby badań jej wnętrza i wpływów zewnętrznych, bez zachowania
kontekstu (introspekcjonizm czy behawioryzm). Psychoanaliza zwróciła uwagę
na wpływ bodźców zewnętrznych, biologiczno-społecznych, psychologia humanistyczna
podjęła próbę opisania człowieka jako indywidualności, traktując jako niepowtarzalne
zarówno człowieka jak i środowisko jego życia. Obecnie zaczęły odgrywać
dużą rolę takie gałęzie, jak psychologia systemowa czy psychologia ekologiczna,
ale i one ograniczają w jakiś sposób powiązania człowieka z otoczeniem.
Czym zatem jest wiedza psychologa na temat człowieka, bez wiedzy o otaczającej
nas wszystkich rzeczywistości. Co nam po mechanizmach obronnych, potrzebach
czy naciskach? Co po symptomatologii zaburzeń?
To naturalne, że człowiek porządkuje świat, ale
psycholog nie powinien rozumieć psychologii tak jak fizyk rozumie fizykę,
psycholog ma być pomagaczem a nie naukowcem. Systematyka w ramach tej
nauki wydaje się zbędna, ważne natomiast jest zrozumienie.
Psychologia jest młodą nauką, u nas, w Europie.
Tymczasem ludzie od tysiącleci borykali się z różnymi problemami i radzili
sobie.
Jak to jest, że jednym wystarczy umiejętność rozumienia
i wykorzystywania swych emocji, znalezienie odpowiedniej więzi z otoczeniem,
grupą, innymi ludźmi, wiara w Boga, czy w jakąś inną siłę wyższą? Gdy ktoś
jest tego pozbawiony, lub jednej z tych rzeczy, trudniej mu funkcjonować.
Od przedszkola uczą nas racjonalnego, logicznego myślenia, od przedszkola
zabijają twórcze, nieszablonowe pomysły. Wokół za mało uczucia, więzi,
natomiast za dużo gotowych wzorów i form, które są narzucane. Rozwój cywilizacji
przynosi, jak każda inwestycja, koszty. Rozwój techniki odbywa się czasem
kosztem człowieka.
Jest taka stara chińska historia: podobno kiedyś
wiedza o życiu, o jego pełni, sensie i celu była jedna i spójna jak paciorki
nanizane na nitkę. Lecz niestety człowiek przez swoją nieostrożność rozerwał
nitkę i paciorki potoczyły się w różne kierunki i różne miejsca świata.
Od czasu do czasu jakiś człowiek znajdzie jeden z nich i głośno krzyknie
znalałem. Jego okrzyk ma sens z jego perspektywy widzenia. Jego teoria
jest natomiast tylko małym fragmentem całości. Czasem ktoś inny znajdzie
więcej paciorków, ale brak mu nitki, którą mógłby połączyć je w większą
całość. Ciągle powstają nowe teorie lub odkrywane są na nowo stare (matematyka,
fizyka, psychologia, radiostezja, bioenergoterapia, Gestalt, Feng Shui,
wiedza ludów pierwotnych Indian, Aborygenów, ludów Afryki, itd.). Paciorków
jest mnóstwo, ale jak je połączyć? A może lepiej łudzić się, że coś rozumiemy?
Szukać wciąż nowych elementów? A może znaleźć nitkę?
1. Skarga na pewną prowadzącą w formie pisemnej nigdy nie trafiła do
Prodziekana taki był pierwszy projekt, ale został on odrzucony. Skarga
została złożona, a w zasadzie problemy z zajęciami zostały zgłoszone w
rozmowie z Prodziekanem. Który zaproponował by polubownie rozwiązać sprawę
i jakoś dogadać się z prowadzącą. Tak też uczyniliśmy i poszliśmy na kompromis,
który częściowo rozwiązał nasze problemy i jak myślę jest zadowalający
dla obu stron.
2. Prawdą jest, że przez jakieś niedopatrzenie faktycznie brakuje nam
120 godzin zajęciowych, które właśnie w tym semestrze nadrabiamy.
3. Bloki zajęciowe w piątki się odbyły (nadrobiliśmy wymaganą ilość
godzin) i trzeba przyznać, że były one bardzo ciekawe i przydatne w praktyce
psychologa, ponieważ dotyczyły negocjacji i różnych problemów z nimi związanymi,
a nie dziecka autystycznego. Zajęcia te prowadziła w doskonały sposób dr
K. Balawajder, za co pragniemy jej podziękować.
4. Przykrą i prawdziwą sprawą jest fakt, że pozostałe zajęci ciągną
się jak flaki z olejem. Niestety, nie idzie ku lepszemu bałagan jest,
był i chyba będzie, bo z tego co nam wiadomo informacje często nie docierają
do Władz, są zniekształcone, albo giną gdzieś po drodze. Aż dziw bierze,
że tyle mówi się o poprawnej komunikacji, a nikt z tej wiedzy nie korzysta.
Bardzo przepraszamy wszystkich za nieścisłości i rozminięcia się z
faktami w pierwotnym tekście. Mamy nadzieję, że więcej takich nieporozumień
nie będzie i bardzo prosimy autorów tekstów o odpowiedzialność, bo nie
jesteśmy w stanie sprawdzać zgodności wszystkich faktów opisanych w tekście
z rzeczywistością.
A co się ma dziać? Od kogo to zależy, jak nie od
studentów naszego kochanego PiP`su? A gdzie się ma dziać jak nie w naszym
klubie zwanym klubem "Pod Rurą", od wielu, wielu lat cieszącym się popularnością
wśród braci studenckiej?
Po wielu zmaganiach z bardziej lub mniej korzystnymi
wiatrami losu (wiejącymi nawet z siłą 10 w skali Beuaforta) w końcu coś
się dziać zaczęło. W klubie, przynajmniej raz w tygodniu, można po południu
spędzić miło czas, to na koncercie (różne profile muzyczne), to na sztuce
teatralnej, to na różnych spotkaniach tematycznych (ekologia i nie tylko).
Niedawno na ścianach zawisły zdjęcia z historycznych imprez w klubie "Pod
Rurą" sprzed 20, 15, 10 lat, planujemy i inne wystawy.
O tym co się ma dziać w klubie możesz decydować
i ty. Masz ciekawy pomysł? Może robisz coś ciekawego? Grasz, śpiewasz,
rysujesz, malujesz? To nie prawda, że wszyscy studenci naszego wydziału
szybko znikają z uczelni, wciąż kują i nie potrafią się bawić, wydaje się
wręcz, że takich można na palcach policzyć.
Póki co Rada Programowa Klubu zaprasza wszystkich
na ciąg dalszy imprez "majowych" tych stałych bywalców, a przede wszystkim
tych, którzy do tej pory skutecznie bronili się z całych sił przed zabawą
w murach uczelni (a przecież studia to nie tylko przesiadywanie w czytelni).
W maju odbyły się już premiera sztuki teatru "PiPs PiPs" oraz grupy "Mało
znani lecz lubiani" pt. "Helka, Józek, blues", oraz koncert zespołu Transformacja.
A wydarzy się jeszcze: super koncert kapeli Kaliber 44, oraz spektakl opolskiego
teatru z monodramem "Shirley Wallentime" W. Russela. O innych propozycjach
informować będą plakaty.
P.S. Członkowie Rady Programowej to obecnie i oficjalnie"
Ola Gondek, Iza Kaczyńska, Ola Bosak, Agata Półtoranos, Becia Sudoł and
"me" (już nie jako Rada). Czekamy na uwagi i propozycje, każdą "pomocną
dłoń" witamy serdecznie i zapraszamy do współpracy.
| ***
I znów chcę próbować
|
Nastroje kobiety
Sobie na pociechę
|
***
Tyle jest we mnie radości
|
| ***
mam dwie blizny...
|
***
dotknij mnie...
|
***
...zbyt dużo twarzy...
|
ci normalni z autobusów kin poczekalni sądowych
czytający gazety rozmawiający ze sobą
ci normalni usypiający według danego przez naturę rytmu
pamiętający wypowiedziane przed chwilą słowo a nawet dzień wczorajszy
ci normalni dla których zakratowane okna to tylko granica ich wolności
którzy nie są oglądani przez głupich studentów
jak egzotyczne okazy kolorowych ptaków
ci normalni nie stojący pod ścianą jakby czekali aż ściana przemówi
jedzący posiłki przed telewizorem według dowolnie wybranego jadłospisu
ci normalni niewzruszone filary norm statystycznych
których słowa nie muszą wydobywać się
jak z głębokiej neuroleptycznej studni
dla których strach jest tylko strachem
a noc jest tylko nocą
a człowiek tylko sobą
Pewnego dnia podczas wizyty w księgarni zakrzyczała
do mnie swoją okładką pewna książka. Było na niej o sukcesie, o burzeniu
dotychczasowych poglądów, o umiejętnym kierowaniu i wreszcie najbardziej
krzycząca część ŚWIATOWY BESTSELLER !!! Wszystko to pulsowało sugestią
kup mnie... No więc dałam się skusić. Choć książka Daniela Golemana
pt. Inteligencja emocjonalna jest niewątpliwie pozycją komercyjną i wiele
zawdzięcza dobrze przemyślanej kampanii reklamowej, nie dziwi mnie jej
światowy sukces. Mimo pewnego sceptycyzmu w pierwszym kontakcie z książką,
uważam ją za bardzo dobrą pozycję. Jest dobrze napisana: prostym, ale ciekawym
i błyskotliwym językiem, który nie znudzi profesora, i nie przytłoczy przeciętniaka.
W książce tej Goleman porusza jakże popularne ostatnio
zagadnienie inteligencji emocjonalnej. Przedstawia różne jej aspekty i
znaczenie jakie zdolności emocjonalne pełnią w różnych sferach życia
człowieka. Pokazuje również jakie znaczenie może mieć dla każdego człowieka
znajomość jego własnych emocji, kierowanie nimi, rozpoznawanie emocji u
innych ludzi i zdolność motywowania się.
Inteligencja ta jest potrzebna chyba nie tylko,
by człowiekowi żyło się dobrze, lecz również jest poszukiwaniem nowych
zasobów dla zagonionego i stechnikratyzowanego dzisiejszego świata. Zasoby
te tkwią w psychice człowieka i można z nich czerpać.
Daniel Goleman, 1997: Inteligencja emocjonalna. Media Rodzina of
Poznań.
Jak pomagają zawodowcy, co sprawia im trudności,
jak je przezwyciężają? Oto pytania, na które odpowiedź usłyszeć można było
na dyskusji panelowej Między dystansem a bliskością - pułapki pomocy
psychologicznej, która odbyła się 5 maja o godzinie 1200 w sali 101.
W spotkaniu udział wzieli najwięksi fachowcy od pomagania na naszej uczelni,
panie (na zdjęciu od lewej) dr Agnieszka Pietrzyk, dr Anna Winnicka,
dr Hanna Przybyła, dr Maria John-Borys, dr Katarzyna Popiołek.
Gospodarzem tego nietypowego na naszym wydziale
spotkania był czwarty rok psychologii, który niesyty wiedzy zdobywanej
na zajęciach z pomocy psychologicznej postanowił bezpośrednio zapytać o
konkretne problemy profesjonalistów. Wydarzenie to nie miałoby miejsca,
gdyby nie starania naszej wspaniałej mgr Bożeny Makselon, której
w tym miejscu składamy podziękowania i gratulacje. Wielkie podziękowania
należą się również przybyłym paniom doktor.
Gdyby takie spotkania miały miejsce częściej wtedy
można by mówić, że nasz uniwersytet realizuje swe autentyczne cele. Bo
universitas znaczy całość, wspólność, a więc także jedność i wspólnotę
społeczności pracowników naukowych i studentów. W tamten dzień w sali 101
panowała atmosfera universitas.
Błogi nastrój wakacji, słońce, zapach trawy, wiatr
niosący zapach wolności....i widmo praktyk. Oto część druga przewodnika
jak dopasować sobie miejsce praktyk do poziomu zapotrzebowania na stymulację.
- Poradnia psychologiczno pedagogiczna, Ul. Świdnicka 35, Katowice
Ligota
Wechsler dla dzieci nie będzie miał już przed Tobą żadnych tajemnic.
Jest sympatycznie a skorzystasz na tyle, na ile będziesz chciał (można
całkiem dużo). Ze względu na dzieci - raczej nie dla choleryków.
- Szpital Górniczy, Al. Legionów 10, Bytom, Oddział Psychiatryczny
Tajniki diagnozy MMPI poznać można na oddziale całodobowym, a sprawdzić
się w roli terapeuty na dziennym. Jeśli ktoś chce ambitnie spróbować:
polecam ! (dla osób o sporym zapotrzebowaniu na stymulację, oczywiście)
- Poradnia psychologiczno pedagogiczna, Ul. Okrzei 4, Katowice
Wszystko to, czego chcielibyście się dowiedzieć o przeprowadzaniu Wechslera
/ Ravena/ wywiadu z dzieckiem, ale boicie się zapytać. Dla flegmatyków.
- Areszt Śledzczy, Zabrze
Można obejrzeć, posłuchać wykładu miłego pana policjanta, na upartego
można podrążyć nie podziemny korytarz, tylko warsztat pracy resocjalizantów.
I tyle. Dla minimalistów.
A oto kilka namiarów, które sprawdzone zostaną w
tym roku więc póki co bez recenzji:
- Pracownia Psychologiczna, Ul. Hutnicza 3, Tel. 255 45 86
- Personnel Select, Ul. Żwirki i Wigury 16, Tel. 513 946
- Consorg, Ul. Dąbrowskiego 22, 255 53 36
- Poradnia Zdrowia Psychicznego, Ul. Szkolna 2, Siemianowice Śl., 228
30 21
Ta tragikomiczna historia wydarzyła się w pociągu
relacji Oświęcim-Kraków. Spotkałam tam Japonkę, która usilnie próbowała
porozmawiać z kimś po angielsku, jako że bardzo interesowali ją ludzie
z tak egzotycznego kraju jakim jest Polska, a w szczególności miasto Oświęcim.
Rozmowa, która się potoczyła była mniej więcej taka:
- Czy ty może mieszkasz w Auschwitz? (dla wyjaśnienia - w folderach
funkcjonuje tylko taka nazwa)
- Tak.
- Urodziłaś się tutaj???
- Uhmmm... Jesteś zaskoczona?
- No jasne!!! Byłam przekonana, że w Auschwitz to tylko obóz
stoi, nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś może się urodzić w Auschwitz!
To takie straszne, to co tutaj się wydarzyło, ile ludzi tutaj zginęło...
- To fakt, trudno wyobrazić sobie drugi taki kataklizm... A właściwie
to skąd ty pochodzisz?
- Z Hiroszimy...
- Hahahahahahaha...
Bez komentarzy... No może tylko to, że moje hahahaha wywołało całkowite
osłupienie na twarzy
Japonki... Trudno było się powstrzymać. To się nazywa bliskie spotkanie
któregoś tam stopnia!!!
15. IV. 98
Składam w bibliotece rewers. Znów zwrot jak można się było spodziewać.
Znaczy się - wszystkie egzemplarze wypożyczono.
21. IV. 98
Składam w bibliotece rewers na książkę Reykowskiego. Zwrot.
4. V. 98
Całkowicie wbrew logice i zgodnie z opinią znajomych (że niby idiota)
składam po raz kolejny rewers. Otrzymuję książkę Janusza Reykowskiego.
Książka jest niemożliwie zakurzona. Nikt nie otwierał jej przez co najmniej
rok.
PRZYPADEK II
Polecam do przeczytania poniższe artykuły w czytelni
Wydziału PiPs:
Karyłowski J.: Koncentracja na sobie i zawartość "ja idealnego"
a bezinteresowne działanie na rzecz innych osób, "Studia Psychologiczne",
1977, t. 16, z.1, s. 19-37
Reykowski J.: Obraz własnej osoby jako mechanizm regulujący postępowanie,
Kwartalnik Pedagogiczny, 1970, 3
Paszkiewicz E., Ja a zachowanie, Psychologia Wychowawcza, 1971,
2
Albo nie, nie będę złośliwy. Artykuły te zostały
żywcem wyrwane z czasopism, albo czasopisma te zostały ukradzione. Ciekawe,
jakie miejsce w rankingu zaufania społecznego zajmują psycholodzy i pedagodzy?
W każdym razie, niszczenie mienia publicznego, w założeniu mającego służyć
wielu pokoleniom studentów, poszło im nadzwyczaj sprawnie. O ironio, artykuły
te dotyczyły między innymi zachowań prospołecznych!
PRZYPADEK III
Wybrałem się do Biblioteki Głównej poczytać interesującą
książkę. Lektura wciągnęła mnie niesamowicie, ale po jakiejś godzince musiałem
się przejść, żeby się odprężyć, rozprostować kości i odwiedzić takie jedno
miejsce. Po powrocie okazało się, że podczas mojej nieobecności ktoś ukradł
z mojego stolika dokumenty (dowód i takie tam, bez pieniędzy). Zaufałem
zgromadzonym w tym przybytku mądrości miłośnikom wiedzy, z których jeden
okazał się również miłośnikiem cudzych dokumentów tożsamości (lub jak kto
woli złodziejem). Zakończyłem lekturę i poszedłem do banku zablokować
konto.
Feministka to słowo prowokujące. Kojarzy się z
reguły z walecznymi Amazonkami. Czy z jego skrajnym stereotypem: babo-chłopem
z transparentem: gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień (żadnych aluzji
do Kayah).
Albo z buntowniczkami bez powodu, które nie chcą zaakceptować faktu,
że są gorszą od mężczyzn formą bytu (Arystoteles!).
Dla mnie feministka jest kobietą, która znalazła
złoty środek pomiędzy tym co typowo kobiece i męskie wolna, niezależna,
akceptująca siebie i asertywnie dochodząca swych praw. I wierna sobie
nie stereotypom.
Feministka nie widzi grzechu w tym, że jest sama.
Woli niezależność od tkwienia w toksycznym związku z facetem, który tłamsi
jej indywidualność i ciągłych autotłumaczeń w stylu lepszy wróbel w
garści niż skowronek na dachu. Bo ona ceni życie rodzinne we właściwym
czasie i z właściwym mężczyzną i nie zawsze na kartę rowerową.
Feministka akceptuje własne ciało i traktuje je
jak swoją własność. Ma własne kanony piękna niezależne od greckich czy
męskich.
Jeśli się odchudza to jest wynikiem jej własnej
decyzji a nie mody na Twiggy; jeśli nie to nie czuje się gorsza od chorych
na dietomanię koleżanek.
Świadomie wybiera w życiu to co dla niej najważniejsze.
Jeśli kariera robi ją bez skrupułów, jeśli dom poświęca się mu bez
cierpiętniczej miny jak na ołtarzu Matki Polki. Podział na zajęcia typowo
męskie i kobiece dla niej nie istnieje, bo robi to co chce robić.
Nie potrzebuje instrukcji obsługi młotka. Kocha
zarówno towarzystwo jak i samotność w tłumie. Chodząca własnymi drogami
kobieta bez winy i wstydu, która często nawet nie wie, że jest feministką.
Byłabym dumna, gdyby ktoś mnie tak nazwał. A ty?
