Gazeta Studentów Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Śląskiego

 Ponad-To
Czytaj Ponad-To!

  Kwiecień 1998 Nr 2 (4)


    Gazeta Ponad-To szczęśliwie przetrwała zimę, co zdaje się dobrze jej wróżyć. Kwietniowy numer, dzięki wiosennej energii wypełniającej dusze studentów jest bogatszy i jeszcze ciekawszy niż pozostałe. Jednak, jako że każda samoocena jest warta bardzo niewiele - zapraszamy do lektury!


 
Spis treści:
 
Psychologia Art Wydział Film
Z obłędem przez stulecia 
Małgorzata Łodej
 
Jej wysokość 
Elżbieta Makselon    
 
Na skróty 
Monika Kozioł
 
Jak powiedzieć krótko, niezadługo 
Daria Noga   
Poezja i proza 
Izabela Krokowska 
  
O sztuce słów kilka, czyli cos o "performensie"... 
Magdalena Tafil 
 
Poezja 
Partycja Fojt 
Siedem potrzeb głównych 
Życzliwe Siostry
 
Docenić obecność panów... 
Anna Wyczesany
 
Szybko do domu  
Patrycja Fojt 
Titanic wiecznie żywy 
Joanna Kasza
 
Kiler Kilerowi Kilerem 
Siara i Wąski
 


PSYCHOLOGIA


Z obłędem przez stulecia

Małgorzata Łodej

    Ile ofiar pochłonęła niewiedza, uprzedzenia, lęk przed innym i nieznanym? Nie sposób zliczyć ile osób zginęło  w płomieniach, w klatkach, lochach. Niewątpliwie,  dziś "szaleniec"  ma się lepiej. Wiedza i nauka nadały nie tylko nazwę, ale również rangę choroby psychicznej średniowiecznemu obłędowi.  Miało to ogromny wpływ zarówno na sposób odnoszenia się ludzi wobec cierpiących na tę chorobę (obecnie wiadomo już jak duże znaczenie ma to dla procesu leczenia), jak i na sam sposób jej leczenia.
    Choroba psychiczna, zaburzenie umysłowe, obłęd, szaleństwo - istniały zawsze, jednak na przestrzeni wieków obrosły wieloma mitami, były różnie rozumiane, definiowane i traktowane. W Starożytności opętanie uważano za zakłócenie funkcjonowania ciała wskutek przyczyn naturalnych (np. nieprawidłowej mieszaniny soków, które podrażniają mózg). Wielki rzymski medyk - Celsus, tuż przed narodzinami Chrystusa w swym dziele "De medicina" podjął się stworzenia pierwszej klasyfikacji i opisu zaburzeń psychicznych (czyżby prototyp dzisiejszego DSM - IV?). Celsus zaproponował również terapię - głodzenie i bicie łańcuchami nadmiernie pobudzonych pacjentów (czego obecnie nie stosuje się...- nie trzeba chyba nadmieniać). Ale już w średniowieczu wszelkie ekstremalne formy niedostosowania, nieposłuszeństwa, szaleństwa - rozumiano jako opętanie, owładnięcie przez złe demony, szatana. Diabeł miał być również przyczyną chorób cielesnych. Jednak w tym czasie opętani, w przeciwieństwie do czarownic, uchodzą za niewinnych, których można uleczyć na drodze religijnej za pomocą egzorcyzmów. W późnym średniowieczu pojawiła się ciekawa hipoteza dotycząca przyczyny szaleństwa. Otóż opętanie, według średniowiecznych medyków miało być powodowane przez obecność kamienia szaleństwa znajdującego się w mózgu cierpiącego. Oczywiście tę namacalną przyczynę należało jak najszybciej usunąć, do czego medycy zabierali się ochoczo (pewnym dowodem średniowiecznej "psychoterapii" są dzieła Piotra Breugla Starszego i J. Sandersa na których przedstawili oni widok prosto z zabiegu usuwania kamienia). Nieuczciwi "chirurdzy" najczęściej markowali te zabiegi i pokazywali fałszywe kamienie jako wyciągnięte z głów chorych.
    Pierwsza próba zastosowania terminu - choroba psychiczna jako określenia medycznego, została podjęta przez Teresę z Avile, która to, celem ochrony histeryzujących przed inkwizycją mniszek, oświadczyła, że niektóre z nich, nie są opętane przez szatana, ale jakby chore. Jednak przyjęcie terminu choroba psychiczna do oficjalnej medycyny, nastąpiło dopiero ok. XIX w. Najpierw rozgraniczano jedynie psychozy, ale już na początku XX w. dzięki badaniom Charcota, Freuda, Janeta, Pawłowa włączono do medycyny również pojęcia nerwicy, niedorozwoju umysłowego i zaburzeń osobowości.
    Jak na przestrzeni wieków kształtowała się opieka nad chorymi psychicznie? Otóż w średniowieczu jeśli cierpiąca osoba miała szczęście, została uznana za chorą - trafiała najczęściej do różnego rodzaju ochronek, klasztorów, leprozoriów, ale również więzień i schronisk dla biednych. Jednak brak szczęścia mógł skończyć się dla osoby chorej,  przymusowym tourne po okolicznych jarmarkach, gdzie "występowała" np. jako obiekt nie z tej ziemi. Dla kontrastu należy podać, iż na obszarze panowania islamu, już od ok. 800 roku naszej ery chorzy psychicznie otaczani byli specjalną opieką i przebywali w specjalnie przeznaczonych dla nich miejscach. Wynikało to po prostu z innego punktu widzenia: Arabowie uważali, iż choroba psychiczna jest łaską zesłaną od Boga. 
    Powstanie oddziału, ale również pierwszego szpitala psychiatrycznego datuje się na 1546 rok (jest to Bethlem Hospital w Londynie), a w 1552 roku w hiszpańskiej Walencji ojciec Gilabert Jofre tworzy pierwszy, samodzielny dom psychiatryczny.
    Ciekawie ewoluowały również metody terapeutyczne - na co oczywiście bezsprzeczny wpływ wywierała rozwijająca się nauka. Wspominałam już wcześniej o ciekawszych - tj. odprawianiu egzorcyzmów, operowaniu kamienia szaleństwa. Zawsze jednak najczęściej i najchętniej stosowano tzw. przymus bezpośredni. Nie wiedząc co dzieje się z chorą istotą, oraz z lęku przed nią najłatwiej było ją obezwładnić (np. skucie łańcuchami - przypominam, że pacjentów jeszcze dziś wiąże się w pasy) i odosobnić (jak najdalej od świata - najlepiej w ciemnym, wilgotnym lochu). "Opiekujący się" obłąkanymi cechowali się ogromną pomysłowością, co niestety nie służyło wcale cierpiącym. Pewnym ważnym momentem w historii psychiatrii i opieki nad chorymi psychicznie, był czyn francuskiego lekarza Pinela, oraz jego współpracownika Pussina. W 1794 roku uwalniają oni chorych psychicznie z łańcuchów. Pinel apeluje: "...obłąkani nie są winowajcami, których trzeba karać. Są ludźmi chorymi, którzy zasługują na wzgląd, jaki winni jesteśmy cierpiącej naturze ludzkiej". Pinel proponuje również życzliwość, zrozumienie i dobrą wolę w stosunku do cierpiących - w zamian za stosowane dotychczas "tresowanie" chorych za  pomocą środków wymiotnych i przeczyszczających, zimnych kąpieli, terapii szokowej itp.
    W 1825 roku w Siegburgu powstaje pierwsza w pruskiej dzielnicy Renu "lecznica dla obłąkanych". Podstawowym  założeniem kierownika tej placówki, doktora M. Jacobi jest to, by była ona miejscem gdzie leczy się chorych, a nie  izoluje ich od świata i przechowuje. Jednak metody stosowane w Siegburgu nie są rewolucyjnie skuteczne i nowoczesne. Jakobi, jako tzw. somatolog, który upatrywał przyczyn zaburzeń psychicznych w chorobach cielesnych, zalecał stosowanie diety i ruchu na świeżym powietrzu (były to przykładowo ćwiczenia wojskowe dla obojga płci). Niestety nieprzerwanie panowały tam przymus i restrykcja. Stosowano np. krzesło, a później nawet łóżko obrotowe, którego zastosowanie wywoływało zawroty głowy u pacjenta i wymioty, co rzekomo miało skutecznie zapobiegać napadom szału.
    Na przełomie XIX i XX w. powstają pierwsze koncepcje psychiatrii naukowej. W 1917 roku prof. Psychiatrii E. Kraepelin zakłada w Monachium Niemiecki Zakład Badań nad Psychiatrią. Kraeplin tworzy systematyczny porządek różnorodnych  psychicznych zjawisk chorobowych, który to utrwalił się do dziś w formie międzynarodowej. Kraeplin apeluje również o poprawę traktowania chorych w lecznictwie zamkniętym. Temu niemieckiemu psychiatrze należy również zawdzięczać połączenie objawów psychotycznych (charakterystycznych jak dzisiaj wiemy dla różnych postaci schizofrenii) w całość i nazwał je otępieniem wczesnym. Tej jednostce chorobowej E. Bleuler w 1911 roku nadał imię - schizofrenia.
    Do innego spojrzenia na chorych psychicznie przyczynił się w 1922 roku H.Prinzhorn - asystent w Klinice Psychiatrycznej w Heidelbergu. Otóż opublikował on "Sztukę chorego umysłowo" i tym samym zwrócił światu uwagę na twórcze możliwości ludzi chorych oraz bogactwo ich wewnętrznego świata.
    Opisując dzieje choroby psychicznej nie można zapomnieć o jednym fakcie mającym duże znaczenie w terapii. W 1935 roku, Portugalczyk A. Moniz proponuje nową, rewolucyjną metodę leczenia ciężkich, szczególnie agresywnych przypadków chorych psychicznie. Ma ona polegać na przecięciu połączenia między płatami czołowymi, a pozostałymi częściami mózgu. Metoda ta została przyjęta z entuzjazmem co owocowało (niestety) w ogromną ilość pacjentów niemal cudownie uzdrowionych... i pozbawionych życia uczuciowego, obojętnych nawet na ból i wszystko co dzieje się wokół nich... Twórca leukotomii A. Moniz w 1949 roku otrzymał za ten "zbawienny" środek dla psychicznie chorych  Nagrodę Nobla.
    Dzisiaj świat wokół chorego psychicznie wygląda zupełnie inaczej. Choć opiece nad cierpiącymi można jeszcze wiele zarzucić, są podstawy ku temu by z  optymizmem patrzeć w przyszłość. Zamiast łańcuchów, łóżka obrotowego i skalpela mamy dzisiaj psychiatrię konsultacyjną, terapię chorób psychicznych za pomocą metod farmakologicznych i psychoterapeutycznych  jako uzupełniających się, wreszcie uciekanie od instytucjonalizmu i rozwój opieki środowiskowej.

Jej wysokość

Elżbieta Makselon

Bohaterem sztuki (życia) jest ona. Dobrze nam znana; jeśli nie do końca odkryta i zgłębiona, to przynajmniej swojsko okiełznana. Jej imię wymawiamy z wypiętą piersią, z rozdrażnieniem, z zachwytem i jakkolwiek inaczej. Ważne po prostu, że jest. A to fakt niezaprzeczalny. Psss..., psss...  PSYCHOLOGIA.

ODSŁONA PIERWSZA

Rzecz dzieje się gdziekolwiek. Współcześnie. Jest Sylwester, parę minut po wybiciu północy. Towarzystwo w szampańskich nastrojach wybiega tanecznym krokiem na balkon (I piętro), by w zachwycie oglądać popisy pirotechniczne sąsiadów.
Dziewczyna (do reszty towarzystwa) Musimy przywołać tych ludzi bliżej nas, te drzewa zasłaniają cały widok sztucznych ogni.
Reszta Niezła idea; co zatem czynimy?
(Chwila ciszy. I tylko słychać jak gdzieś ukradkiem JEJ siła wdziera się w grupę. Jest eureka!)
Dziewczyna z koleżanką Słuchajcie; należy dostarczyć im pozytywnego wzmocnienia. Muszą poczuć większy sens swojej roboty, doświadczyć nie tylko uciechy, że sobie poświecą, ale też przekonania, że są najlepsi w swej dziedzinie, że wzbudzają w nas zachwyt itd. Zatem do dzieła.
Panuje nieopisany entuzjazm, słychać nieustające oklaski, gwizdy oraz inne efekty dźwiękowe.
Towarzystwo Brawa dla tych panów. Na cześć naszych wspaniałych sąsiadów głośne: "Hip, hip, hura!!! O, jakie to piękne; jakie cuda. Prosimy o jeszcze.....
Po chwili panowie (dwaj) poodchodzą pod balkon i kontynuują przy nie gasnącym aplauzie, swoje sztuczki. Finalnie pod balkonem stoją jeszcze dwie inne rodziny. Ale co za dużo, to nie zdrowo i w momencie gdy do pokoju wpadają rozżarzone fragmenty, towarzystwo przerywa wzmacnianie i opuszcza balkon.
 
ODSŁONA DRUGA

Miejscem akcji jest księgarnia. Nowoczesna, dobrze zaopatrzona (nowości, wznowienia), którą odwiedza bardzo wiele osób. Liczni kupujący.
Dziewczyna (trzyma już w ręce wybraną książkę i zwraca się do ekspedientki) Czy jest może najnowsza książka X, Y (widoczny błysk w oczach).
Ekspedientka (z entuzjazmem) Ależ proszę uprzejmie (podaje pozycję i zostawia zainteresowaną sam na sam z dziełem, ale nie na dłużej niż dwie minuty) A czy widziała już pani najnowszą książkę z serii X. Naprawdę warta polecenia.
Dziewczyna (z lekkim zawstydzeniem sugerującym nieznajomość tematu) Nie. A cóż to takiego? - w duchu dodaje: kurcze, ale ja się opuściłam.
Ekspedientka (podsuwając osiem różnych książek pod nos dziewczyny) Te dwie pierwsze są fenomenalne. Ta trzecia napisana przez niemiecką pisarkę, dech zapiera......
Dziewczyna (siląc się na stanowczy ton, ale pożądliwe spoglądająca na książki) Muszę zobaczyć czy któraś z nich nie została już zakupiona przez moją zaprzyjaźnioną bibliotekę. Gdybym chciała mieć wszystkie książki, które....
Ekspedientka (grzecznie wchodząc w zdanie) Proszę nie czuć się zobowiązaną do zakupu którejkolwiek. Ale czy nie wie pani, że jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest potrzeba posiadania. Chodzi o to, aby mieć i oswajać się z tym co się ma - nawet jeśli to coś ma leżeć trochę na półce.
Dziewczyna (do siebie) Co jest grane? No jasne, że mam potrzebę, aby mieć ją na własność. I nie ważne jest czy chodzi tu o odwieczne "mieć", czy o moją orientację intelektualną (zetknięcie z określonymi przedmiotami i wykonywanie czynności poznawczych). Ważne, że kupuję tę książkę bo mam taką potrzebę i to jest normalne. To jest wręcz konieczne do mego prawidłowego funkcjonowania! (głośno): To ja wezmę  X i Y. Dziękuję.

ODSŁONA TRZECIA:

Bohaterami scenki są młodzi, zakochani w sobie ludzie. Wybrali się na zakupy do dużego miasta. Chodzą od sklepu do sklepu, kupując drobne produkty.
Ona (nagle, w momencie mijania sklepu z bielizną) Słyszałeś, że Benia i Benek kupili sobie nową zmywarkę?
On (normalnie) Tak?
Ona (niezwykle zaaferowana) Słuchaj, jak miałabym taką zmywarkę ...
On Przecież i tak nie zmywasz.
Ona (niby lekko zmieszana) Racja. Chodźmy więc zobaczyć buty. Zbliża się wiosna. (Już w sklepie). Te są piękne. Kup mi te!
On (zbulwersowany) Zwariowałaś. Te buty kosztują 500 zł. Maksymalnie mogę wydać na twoje zachcianki 200 zł.
Ona (z uśmiechem) Słowo się rzekło. Kup mi zatem bieliznę. Zaraz ci pokażę, o jaką mi chodzi. Jest naprawdę śliczna! (do siebie) Że też mężczyzn trzeba tak długo podchodzić, zanim osiągnie się cel. Tyle czasu straciłam dopracowując technikę odmowa-wycofanie. Rozpoczęłam od dużej prośby - zmywarka - następnie wycofałam się do prośby najmniejszej - bielizna - (na której spełnieniu od początku mi zależało).

EPILOG:

Wpływ JEJ WYSOKOŚCI jest w zasadzie widoczny na każdym kroku codziennego życia. Zaiste chwalebne, że wiedza znajduje tak szerokie zastosowanie w praktyce.
I tylko boję się, że komuś przyjdzie na myśl zastąpić moje słowo: "użyteczność", innym - "manipulacja".

Na skróty

Monika Kozioł

Bądź co bądź  powoli, ale nieuchronnie zbliża się czas, kiedy tabun studentów psychologii będzie usiłował wyszukać miejsce odbycia praktyk. Znalezienie siedziby odpowiadającej oczekiwaniom nie jest wcale proste, wręcz przeciwnie, można się nieźle wkopać serwując przez 8 godzin kawę i przeglądając czasopisma. Poniżej - zestaw kilku przetestowanych  już  miejsc. Wyciągając z tych krótkich notek wnioski i sięgając (lub nie) po telefon  pamiętajcie, że zawsze i wszędzie -  każda informacja jest stronnicza.

Pracownia psychometryczna
Elektrownia Jaworzno III
Jaworzno, ul. Promienna 51
Można poznać dużo metod  z zakresu badań psychometrycznych, ale  bez przepracowania.  Zaletą jest miła atmosfera i możliwość zaznajomienia się z komputerem. Z czystym sumieniem można polecić.

Pracownia psychometryczna badań kierowców
Chorzów, ul. Batorego
Podobnie jak poprzednio - miła atmosfera, ale poziom nowości z jakimi można się zapoznać zdecydowanie bardziej umiarkowany.

Oddział psychiatryczny ZOZ
Oświęcim, ul. Szpitalna
Zwiedzanie szpitala i "nauka rozmowy" z niektórymi pacjentami, MMPI w praktyce. Bywa nudno;  praktykanci nie są witani z otwartymi rękami. Są bardziej prężnie działające oddziały. Dla wytrwałych.

Agencja Doradztwa Personalnego A-Z
Zabrze, ul. Wolności
Przyspieszona wersja kursu sekretarsko - asystenckiego, młody psycholog może nauczyć się jak tego rodzaju agencje nie powinny funkcjonować. Dla tych, którzy chcą zmienić sobie orientację zawodową.

Gabinety psychologiczno - pedagogiczne
Gliwice, ul. Zwycięstwa
Prawdopodobnie brak zaufania do umiejętności studentów sprawia, że przyjęte jest tam wyłącznie wprawianie praktykanta w rolę obserwatora (co jest niekoniecznie kształcące). Z tego powodu - dla bardzo nieśmiałych.

Agencja reklamowa Pol- Media
Katowice, ul. Dyrekcyjna
Nie poznasz tam działania agencji od podszewki, nie znajdziesz profesjonalizmu  pracoholików, czy  miejsca dla psychologa. W przyjacielskiej atmosferze - co trzeba przyznać  - poznasz za to Katowice biegając po ulicach jako kurier.

Pracownia psychologiczna Huty Katowice
Dąbrowa Górnicza, tel. 262 22 56
Typowa pracownia psychometryczna, niezbyt wiele do roboty. Mimo braku zajęcia trzeba swoje "odsiedzieć". Dla zainteresowanych badaniem suwnicowych. 

Jak powiedzieć krótko, niezadługo

Daria Noga

    "Jak powiedzieć krótko niezadługo" są to słowa zaczerpnięte z wykładów prof. Brzezińskiego na temat "Pułapki metodologiczne w psychologii", który odbył się 17.II na naszym wydziale.
    Ludzi przyszło mnóstwo. Musieliśmy się przenosić ze ślicznej sali 101 do obskurnej odrapanej 208 (myślę, że każdy się trochę wstydził, że taki profesor w takiej sali).
    Nie dziwię się dużej frekwencji. Profesor reprezentuje metodologię z ludzką twarzą - jest ona przyswajalna dla zwykłego śmiertelnika. Wykład był bardzo jasny i logiczny ale też pełen troski "jak powiedzieć krótko niezadługo", bo przecież temat rzeka. Przetrzymaliśmy trochę profesora zadając mu pytania. Przecież u nas na uczelni profesor to niestety rzadkość, a bardzo dobre wykłady też nie zdarzają się najczęściej. Ale dość już tych opowieści. Proponuję Wam malutką powtórkę z metodologii.

Pułapki
1. Zbyt mało jest refleksji teoretycznej. By wyjaśnić i opisać rzeczywistość konstruujemy teorie. Z grubsza mówiąc dzieje się to w 3 etapach:

Dwa pierwsze etapy mieszczą się w kontekście odkrycia, są aktem twórczym, trzeci etap to kontekst uzasadnienia, w nim jest się rzemieślnikiem.
Podstawowym błędem badaczy jest to, że zbyt mało czasu poświęcają 1 i 2 etapowi (miejmy nadzieję, że nie dzieje się tak dlatego, że brak im talentu, "artyzmu" badawczego, który dla wnikliwego przepracowania tych etapów jest konieczny).
2.. Druga pułapka pojawia się wtedy, gdy nie ma trafności wewnętrznej w planie badania (tzn. gdy plan badania nie umożliwia ujawnienia się zależności, o której mówi hipoteza). Aby plan badania był adekwatny do hipotezy trzeba kontrolować nie tylko zmienne istotne ale i zakłócające.
Kontrolowanie dwóch najważniejszych ze zmiennych zakłócających jest istotne dla trafności wewnętrznej. Są to: 3. Trzecią pułapką jest stosowanie przez badacza jedynie testu istotności różnic.
4. Czwarta pułapka to brak trafności zewnętrznej, który przejawia się w niepostawieniu przez badacza pytania o zakres wniosków, które badacz sformułował na podstawie wyników uzyskanych z badania. Bowiem w badaniu nie chodzi o podanie tylko rozkładów wyników (chodź takie przeświadczenie mają niektórzy badający), lecz o podanie zdań ogólnych, odkrycia pewnej prawidłowości.
5. Piąta pułapka zawiera się w specyfice badania psychologicznego polegającej na tym, że jego przedmiotem jest podmiot. Zatem człowiek bada drugiego człowieka, wytwarza się interakcja, która jest zakłóceniem.


ART


O sztuce słów kilka, czyli coś o "performensie"...

Magdalena Tafil
 
      No cóż, nawet piękno powinno podlegać prawom ewolucji. Komercjalizacja społeczeństwa sprawia, że wzrasta zapotrzebowanie na sztukę wizualną, dzięki której odbiorca nie musi aż nad to wysilać intelektu, by zrozumieć co chciał przekazać autor za pośrednictwem swojego dzieła. Można by się tylko zastanawiać, czy dzięki tego rodzaju twórczości nie pozbawiamy się czegoś, co w sztuce jest najważniejsze - wyobraźni. Nurt performance (ang. wykonanie), jako próba odpowiedzi na wymagania stawiane sztuce, do Polski trafił zza oceanu i powoli zadomawia się (oby nie na dobre!). Ekspozycje są raczej kontrowersyjne i można je oglądać zarówno na ulicy, jak i w galeriach. Twórcy o swoich dziełach mówią, że jest to "sposób łączenia się z formą psychiczną poprzez sztukę", dlatego ich wytwory często zyskują miano sztuki intermedialnej. Jak to wygląda w praktyce?  Pani Alicja Żebrowska uprawia sztukę  wizualną. Nakręciła film na kasecie wideo pt. "Poród lalki Barbie", a w roli głównej ona - czyli pani Alicja i wystrzałowa blondyna - czyli Barbie. Całość przypomina, przepraszam za wyrażenie, nakręcony na kasecie VHS poród rodzinny. Inny pan - niestety nazwiska nie znam - nakreśla widzom wydarzenia z Belfastu. Symuluje odgłosy spadających bomb, okłada się mokrymi, zrolowanymi ręcznikami po gołych plecach i wkłuwa sobie szpilki w ramiona, opowiadając przy tym o tragedii setek ludzi dotkniętych kataklizmem wojny. Całość naprawdę robi wrażenie i nie wydaje się być fikcją. Z kolei pan Marek Roguski tworzy metalowe konstrukcje, przypominające kształtem owadzie pancerze. Zamierza przepuścić przez metalową konstrukcję prąd (wierzę, że o niskim natężeniu), a potem przez siebie. No cóż, sztuka jednorazowego użytku.
    To tylko trzy przykłady współczesnego artyzmu. W tym miejscu można próbować zastanawiać się nad sensem sztuki obscenicznej, bliskiej pornografii. Twórczości opartej na szokowaniu, a nie na pięknie - choć i ta zmusza do refleksji. Być może to brutalność naszego świata sprawia, że należy uciekać się do coraz to bardziej wyrafinowanych form, by zyskać odbiorcę lub by być zauważonym. Szkoda tylko, że taką właśnie drogę obrało wielu artystów, którzy siląc się na oryginalność tak naprawdę spłycają idee, jakim służy sztuka.

Izabela Krokowska

***

Przyjechał teatr, Teatr przez duże Te.
Niebywała sensacja.
W infantylnym zauroczeniu biegną starcy na spotkanie Sztuki
Przez duże eS.
Przybiegli na plac, gdzie natychmiast otoczyła ich aura tajemniczości.
Usiedli na swoich pomarszczonych jabłuszkach
Czekali, czekali, czekali - pośród dziwnych dekoracji,
Dekoracji przez duże De.
Nagle zjawił się człowiek.
Wszyscy wiedzieli, że to  Aktor, przez duże A.
I powiedział:
- Przepraszam Państwa - przez duże Pe - z głębi swego serca,
Albowiem dramat nie zostanie dziś wystawiony, poniekąd przez duże De.
I zszedł ze sceny.
Przez duże eS.
Wzruszeni i zapłakani starcy wyruszyli w drogę powrotną.
Niezwykle zadowoleni, iż będą mogli opowiedzieć
Jakie było udane i porywające za serca
Przedstawienie.
Przez duże Pe.

***

Patrzysz mi w oczy, a Twoje dłonie obiecują dobro
Usta są wykrzywione, a Twoje słowa ranią jak sztylet
Trzymasz mnie w niewoli, dręczysz moją duszę
A inni myślą, że darzysz mnie wielkim uczuciem
Nienawidzisz - tak mocno, że mógłbyś zabić
Nienawidzisz - ale na razie bawisz się cierpieniem
Wyniszczeniem duszy do cna, by potem wyrzucić zezwłok do śmieci
Zwabiłeś mnie w pułapkę Twoich silnych ramion
A one zacieśniają się coraz mocniej
I nie mogę złapać oddechu - dopiero teraz świetnie się bawisz
Nareszcie usta trwają w uśmiechu,
A zmysły są podniecone cudzym bólem
I kiedy próbuję uciec, spychasz mnie w otchłań,
By potem zejść na dół i podziwiać obrazy,
Które wychlapała krew z rozbitego mózgu

***

    Umieram. Po prostu stwierdzam fakt. Nie wiecie jak to jest? Coś zaczyna boleć, pulsując delikatnie niczym rodzące się życie, ale zamiast tego inicjując proces nieuchronnie prowadzący do stanu agonalnego. Wszystko to rozpoczyna się w wieku dwudziestukilku lat. Nie ma już rozwoju. Początkowo istnieje swoista stagnacja, a potem rozkład. Ten ból, który się czuje oznacza śmierć kolejnej komórki organizmu. Niby nic, bo cóż oznacza jedna komórka. Lecz proces postępuje dalej i w końcu twojemu ciału brakuje sił by znów coś naprawić czy ulepszyć - lega niszczycielskiej sile. Nic ci nie pomogą tomy przeczytanej literatury, setki filmów tworzonych przez bardzo dobrych reżyserów, muzyka malarstwo... To wszystko nie doda ci sił, a jedyni wykończy umysł obciążony zbyt dużą pracą. Zaczynasz umierać mając dwadzieścia kilka lat. A skoro tak, to co oznacza życie? Życie to śmierć. Ktoś powie - kolejny oklepany banał i frazes. Być może, ale nie zmieni to faktu, że umieram...

***

    Długo czekałem na nowe mieszkanie. Regularnie płaciłem składki wyznając zasadę: "Tylko cierpliwość wieńczy sukces." Ostatecznie moje marzenia przybrały realną postać, a ja z kluczami w ręku ideałem się na oględziny tego cudu. Nowe osiedle prezentowało się okazale. Bardzo dużo drzew, zieleni sprawiało przyjemne wrażenie przytulności i ciepła. Dawno nie czułem się tak podekscytowany. Moje mieszkanie było duże i jasne. Sprawiało wrażenie rozległego, ale gdy je umeblowałem odzyskało właściwe proporcje.
    W takich chwilach jak ta, gdy znów śpię na ławce w parku te wspomnienia nachodzą mnie bez przerwy. To już piąty raz w tym miesiącu jestem zmuszany rozkładać gazety na innej, gdzie ktoś wypisał jakieś przekleństwa. A wszystko to dzieje się za sprawą mgły. Och, jak ja jej nienawidzę. Gdy tylko zbliżę się do mego bloku, nie mogę go znaleźć. Do cholery, nie potrafię do niego trafić. Rozpływa się w mlecznym łonie i czasem, gdy wiatr rozerwie chmury, ukazuje się na mgnienie oka w poświacie księżyca, jak widmo - by zaraz zniknąć...
 

Partycja Fojt

 
***  

Czy to krople deszczu...  
Czy to łzy...?  
Na twojej twarzy...  
Ta niepewność boli...  
Przytulę cię,  
Ale...  
Jeśli to nie łza,  
Co będzie...?  
Przecież odejdziesz...  
Pod osłoną  
Parasolki 

***  

Stwórz mnie  
Od nowa...  
Od pierwszych  
Rysów...  
Wykreuj mnie,  
Jakbyś kreował  
Najskrytsze...  
Marzenie...  
Wtedy na pewno  
Będę doskonała... 

 

WYDZIAŁ


    Można się tego było spodziewać. Artykuł Marcina Golki pt. "Seksmisja" z nr. 2, 98 spotkał się z dużym oddźwiękiem. Temat, którego dotyczył, poruszył chyba większość studentek naszego Wydziału. Prezentujemy poniżej przykładowe wypowiedzi.

Siedem potrzeb głównych

Życzliwe siostry
 
BRACIE!
    Wnioskując z Twojego tekstu jesteś stałym bywalcem studenckich imprez, (ciekawe kto to potwierdzi?). Nie dziwne więc, że systematycznie opuszczałeś zajęcia pt. "Metody diagnozy psychologicznej". My, "nieszczęśliwe ciotki", samotne kujonki, zawsze obecne na wszystkich zajęciach (IQ ~ 130) - doskonale wiemy czym są testy (teksty) projekcyjne.
    Kiedy Ty leczyłeś się z nadmiaru orgiastyczno - pijackich doznań, my (głupotki) dokonałyśmy analizy twojego tekstu.
PRZEPRACUJ ZATEM NASTĘPUJĄCE PROBLEMY:
1. Co podrażniają minispódniczki Twych sióstr?
2. Kogo w domu wita samotność?
3. Komu bliskie jest myślenie wyobrażeniowo - życzeniowe (kojarz liczne imprezy)?
4. Kto potrzebuje silnej stymulacji, bo "najlepsza na świecie jest miłość w klozecie"?
5. Kto opętany jest przez niezaspokojone potrzeby seksualne?
6. Kogo boli odrzucenie przez tłum kobiet?
7. Itd.
    Żywimy szczerą nadzieję, że skompensujesz własne braki, a swoją energię libidalną skierujesz na działalność bardziej wysublimowaną.

PS. A swoją drogą korzystaj i ucz się od sióstr higieny oraz atrakcyjności! Patrz najnowszy katalog "Oriflame" dostępny na każdym korytarzu.

Doceniać obecność panów...

Anna Wyczasany

Trudno uwierzyć, że artykuł Marcina Golki spotkał się z waszą krytyką, drogie "siostry". Osobiście zgadzam się z nim w 100%, no może w 99% - nie bardzo podoba mi się pomysł wymiany informacji... genetycznej w kabinie WC. Ale to prawda, że feminizacja fatalnie wpływa na życie studenckie PIPSu. Zacznijmy więc "siostry" cieszyć się i doceniać obecność tych nielicznych wśród nas Panów - i nie bądźcie takie oburzone kiedy któryś odważy się was skrytykować.

Szybko do domu

Patrycja Fojt

    W odpowiedzi na artykuł autorstwa Marcina Golki pt. "Seksmisja", który ukazał się w trzecim numerze kochanej gazetki (podkreślenie red.) chciałabym napisać kilka słów. Otóż w pierwszej chwili olśniło mnie... ktoś skopiował moje myśli, potem zrozumiałam, że to nie kopie, lecz podobieństwo poglądów. Uważam, że zasadne jest mówienie o stagnacji PiPsu, zamarło życie studenckie. Wykłady przeplatają się z ćwiczeniami, a potem już tylko na pociąg... szybko do domu, albo na autobus, nie ważne jak, byle szybko. Nikomu nie chce się już nic robić. Na propozycję półmetka każdy odwraca głowę, a jak już zmusza się by coś powiedział, to mówi, że się postara, ale z pewnością braknie czasu. Wspólne wyjście? Nie, lepiej do domu, tak uważa większość. A w naszym klubie? Ostatni raz jak przyszłam na imprezę (choć dawno to było) bawiłam się w gronie dziewięciu osób. A co robiła w tym czasie reszta? Pewnie jak już zajechała do domu, to nie chciało się jej z powrotem wyjść.
    Nie oceniam tego co się dzieje, ale widzę pilną potrzebę zmian, stąd przyłączam się do rozpaczliwego głosu Marcina, by przerwać smutną agonię, by wykorzystać to co mamy w lepszy sposób, by się bawić, cieszyć i "wydobyć z ciemności" na światło dzienne definicję życia studenckiego, odkurzyć starannie... Wtedy na pewno w piorunującym tempie przyjdzie wgląd, że doszło do koszmarnej pomyłki i wzbogacimy się o poczucie, że zawsze jest czas na zmianę pod warunkiem, że obudzimy się zanim przed naszym nazwiskiem pojawi się upragniony skrót - mgr...


FILM


Titanic wiecznie żywy

Joanna Kasza

    Cisza bez życia jakiej nie zna ludzkie ucho... Niebieska ściana wody przebijana snopami światła, otwiera się by odkryć ukryty za nią skarb. Klejnot ludzkiej  myśli twórczej upuszczony bezładnie na dno oceanu. Titanic - wieczny, lecz martwy... Poręcze okryte rdzą i algami, oplecione wodorostami, sale, w których goszczą już tylko ryby przeszukując zuchwale porzucone w pośpiechu przedmioty: buty, skrzynie - zaklęta przeszłość bez przyszłości. To jeden z pierwszych kadrów filmu, na którym udało mi się być. Od chwili, gdy Titanic wpłynął na ekrany zagęścił atmosferę wokół siebie. Recenzenci krytykują (Fakty nr 8), oklaskują (Cinema nr 2), ale nie są obojętni. Nie są też obojętni widzowie, którzy podnoszą jego prestiż długością kolejek przed kinem.
     Nie kusząc się o streszczenie 3 godzin i 14 minut seansu - można powiedzieć krótko - to nie tylko rekonstrukcja wydarzeń z nocy 15 IV 1912 roku i romansidło odrzucające niektórych panów, to coś więcej. Ten film swym przesłaniem dotyka sensu ludzkiego życia w obliczu śmierci i tego co naprawdę jest ważne wobec jej nieuchronności. Film uwypukla temat bardzo aktualny - jak łatwo człowiek "Pan Stworzenia" - może stać się jego poddanym o zawiedzionym geniuszu...
     Ale też podkreśla ludzkie pragnienie wolności tworzenia swojego życia, bycia autentycznym bez "trzeba" i "wypada", bo życie jest zbyt kruche i krótkie, by istnieć w niezgodzie z sobą.
     Wszystko może zmienić się w ciągu kilku minut - a wtedy liczy się tylko miłość - we wszystkich odcieniach, dawana bezinteresownie, która jest jedynym kapitałem, z którym warto odejść. To film o każdym z nas, bo jak mówi reżyser Cameron: "Titanic jest przypowieścią o nieuchronności śmierci. My wszyscy płyniemy na Titanicu, tylko, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.  I nie wiemy jak i kiedy go opuścimy". Więc "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.
    Zrozum to jak chcesz. Na Titanicu możesz siebie odnaleźć. I swoją szansę, której oni ni mieli.

Kiler Kilerowi Kilerem

Siara i Wąski

    Tak to się szczęśliwie składa, że jestem jednym z tych dwóch milionów Polaków, którzy poszli do kina na "Kilera" J. Machulskiego. I wcale nie czuję się ani trochę zawiedziony, czy rozczarowany treścią i poziomem artystycznym tego filmu. Po prostu wiedziałem po co idę do kina. Wcześniej jednak czytałem o sukcesach tego filmu, a także zbierałem wiadomości od znajomych, którzy widzieli go wcześniej. Wszyscy potwierdzili fakt, że warto jest "Kilera" zobaczyć. Zdecydowałem się.
     Film miał faktycznie fajną obsadę - co dodawało mu pikanterii i tworzyło przedsmak wybornej zabawy. Film był lekki, śmieszny i przyjemny. Czego trzeba więcej?
     Jest to komedia specyficzna, wyśmiewająca nasze polskie realia - nieudolność POLICJI, rozwijającą się przestępczość zorganizowaną, łapówkarstwo, łatwość zrobienia kokosowego interesu, oraz zaistnienie w całkiem nowej życiowej roli. Ponadto, oglądając w jednym filmie Pazurę, Rewińskiego, Figurę itd. mamy zapewnioną dobrą zabawę. Zgadzam się z koleżanką, że film ten nie niesie ze sobą tak głębokich treści jak "Szczęśliwego Nowego Jorku" czy "Historie miłosne", ale sedno sprawy tkwi w nieporównywalności tych produkcji. Są to całkiem różne dzieła.
     Osobiście nie czuję się jak "szara masa i tłum" ślepo biegnący na każdy film z Czarkiem, czy Bogusiem, tylko dlatego, że ON tam gra. Poza tym, podczas projekcji "Kilera" nie słyszałem śmiechów wywoływanych przekleństwami, niczym nie uzasadnionych. Być może poszedłem nie do tego kina i nie na ten seans. A może po prostu znalazłem się w kinie z ludźmi odbierającymi na tych samych falach (czytaj: z ludźmi świadomymi dokonanego wyboru).
     Ja wcale nie usiłuję bronić tego filmu, nie zachęcam też na siłę do jego zobaczenia. Jednak kiedy już go zobaczymy, nie przyznawajmy się publicznie do tego, że śmialiśmy się w momentach kiedy nikt inny tego nie robił... To może budzić dziwne skojarzenia... Racją jest, że "póki co jesteśmy wolni i możemy tego po prostu nie oglądać. Moje pojmowanie wolności daje mi także prawo do wyrażenia niniejszej, odmiennej opinii.

P.S. "Pani Małgosiu, dałem Kilerowi zlecenie na panią. Do widzenia pani."
   
Powyższy artykuł jest odpowiedzą na recenzję filmu "Kiler" pt. "Pazur Kilera - Kiler Pazura" Małgorzaty Łodej z numeru 3, 98. Zamieszczamy go pomimo, że uważamy pisanie recenzji o recenzji za zbytnie komplikowanie struktury świata i czynimy to po raz ostatni. Poza tym w dobrym stylu jest powstrzymywanie się od dyskusji o gustach (Red.).
 


Powrót na stronę główną
 
Powrót na stronę główną