Krzysztof LESKI

Mijajacy rok jest niewatpliwie przelomowy dla Internetu w Polsce. Liczba osob majacych dostep do tej swiatowej sieci komputerowej zaczela rosnac lawinowo. Podwyzka cen zapowiadana przez panstwowego pol-monopoliste moze sprawic, ze w 1996 r. wszystko to zaprzepascimy. Trudno pojac, czemu podrozec ma cos, co na calym swiecie tanieje. Jeszcze trudniej pogodzic sie z przywracaniem cenowych barier tam, gdzie w gre wchodzi dobro nie komercyjne, lecz coraz powszechniej uwazane za podstawowe prawo czlowieka.

Internet dla wszystkich czyli cywilizacja

Jeszcze w 1994 Internet byl w Polsce tematem dla prasy komputerowej. W tym roku pisze o nim cala prasa codzienna i wszystkie szanujace sie tygodniki. Nie trzeba juz wyjasniac, ze Internet pozwala w pare sekund przeslac list na drugi koniec swiata, dotrzec do informacji, danych, obrazow, dzwiekow przechowywanych w komputerach w kazdym zakatku globu, mozna tu tez pogadac, pozartowac, kupic, sprzedac i zamienic. Dostep do sieci stal sie modny i co najwazniejsze, realny. "Wezly" Internetu istnieja juz w kazdym wiekszym miescie, przecietny abonament stanial realnie dobre piec razy, dostep do samej poczty elektronicznej mozna miec nawet za jedne 10 zl miesiecznie, na co stac niemal kazda polska rodzine. Jesli Internet nie trafil jeszcze naprawde pod strzechy, to dlatego, ze zbyt drogie sa same komputery, bez ktorych ani rusz. Ale szacunki, ze 140 tysiecy Polakow uzywa juz na codzien Internetu, robia wrazenie. Do swiata wciaz jednak daleko: abonentow Internetu jest juz 80 mln, czyli srednio 1 na 50 mieszkancow globu wliczajac nawet Afryke i Azje - a nie 1 na 300, jak w Polsce.

Dlaczego za podwyzke zaplaca wszyscy

I oto NASK - Naukowa i Akademicka Siec Komputerowa - zapowiada z Nowym Rokiem nowy cennik. Dotad pobieral staly abonament za sam fakt przylaczenia do sieci, cena zalezala tylko od "predkosci" lacza (najtansze pozwala przeslac ok. jedna strone tekstu na sekunde, najdrozsze - kilkadziesiat stron). Teraz NASK bedzie przysylal rachunki zalezne od ilosci przeslanych informacji. Oczywiscie nie ma mowy o "podwyzce", lecz tylko o "zmianie zasad" obliczania rachunkow. Ale nikt w sieci nie watpi, ze rachunki wzrosna gwaltownie: nawet 10 razy albo wiecej, choc i dzis ceny NASK sa wielokrotnie wyzsze niz w USA, ojczyznie Internetu.

Teoretycznie szarzy uzytkownicy sieci moga sie nie przejmowac: NASK to przede wszystkim hurtownia, a ceny podwyzsza tylko dla drobnych sprzedawcow. Chodzi o dziesiatki prywatnych firm, ktore wyrosly u nas glownie w tym roku jak grzyby po deszczu za pieniadze czasem polskie, czasem zagraniczne. Wlasnie ci drobni sprzedawcy szacuja szalenie zgodnie, ze ich koszty przy obecnym "ruchu w sieci" wzrosna okolo dziesieciokrotnie. Trudno watpic, ze zaplaci za to ktos inny niz koncowy uzytkownik. Warszawski wezel Polbox On-Line juz zastrzegl, ze obecny cennik jest wazny tylko do konca roku, a co dalej - zobaczymy. Inny wezel firmy ATM w tym roku obnizal ceny dwukrotnie, ale teraz tez nie wyklucza podwyzki. Wlasiciciel Maloka BBS Stanislaw Tyminski jest pewien, ze bedzie ona niezbedna i zwraca uwage, ze sprzedawcy poniosa dodatkowe koszty samego liczenia "ruchu w sieci", by proporcjonalnie obciazac uzytkownikow.

Te i inne firmy oferuja Polakom, mowiac popularnie, "konta w Internecie" na swoich komputerach - wezlach sieci. By jednak wezly te naprawde mialy lacznosc miedzy soba i z calym swiatem, firmy te korzystaja z laczy NASK, ktory od lat kilkunastu tworzy takie lacza glownie za pieniadze z budzetu i na panstwowe zlecenie. Laczy przybywa, ale za wolno. NASK skarzy sie, ze w tym roku "ruch w sieci" wzrosl 12 razy i lacza tego nie wytrzymuja. Nie, nie grozi to zadnym ich uszkodzeniem, lecz po prostu list, ktory w 10 sekund powinien dotrzec do Japonii, czasem przez pol godziny nie moze wydostac sie z Polski czekajac na wolny skrawek laczy.

Czym informacja rozni sie od handlu

Nowsze uslugi, jak przesylanie obrazu i dzwieku, wymagaja zas nieporownanie wiecej miejsca niz zwykla korespondencja. A niemal wszyscy chca juz nie tylko korespondowac, lecz rowniez "zwiedzac swiat WWW", co oznacza po prostu ogladanie informacji w formie graficznej.

Rachunek "za ruch", a nie "za dostep" jest pozornie sensowny: wszak placimy za zuzyty prad i gaz, a nie samo podlaczenie do sieci elektrycznej czy gazowej. Roznica jest jednak zasadnicza: prad, gaz, energia w ogole to dobra na swiecie deficytowe i trzeba je oszczedzac. Informacji zas jest ile dusza zapragnie, a problem w tym tylko, by wybrac te wlasciwa, potrzebna. Czesto trzeba w tym celu pare razy trafic kula w plot, powiekszajac tlok na laczach, by wreszcie znalezc to, co niezbedne. NASK nie twierdzi, ze informacji brakuje: dowodzi, ze skoro lacza sie dlawia, trzeba finansowym batem wymusic oszczedniejsze zachowania uzytkownikow. Innymi slowy, choc Internetowy boom dopiero sie w Polsce zaczal, NASK mowi Polakom: za duzo chcecie wiedziec. Klamstwem byloby twierdzenie, ze nikt na swiecie nie kaze placic za "ruch", ale sa to kraje bardzo nieliczne.

Jak wykonczyc konkurencje

W projekcie NASK jest jeszcze cos bardzo groznego: rachunek objac ma ruch w obie strony, czyli place za to, co wysylam i za to, co dostaje. Elektrownia ani gazownia nie moga wmusic mi pradu czy gazu, ktorego nie chce, obciazajac mnie rachunkiem. NASK bedzie mogl. Moja elektroniczna skrzynka pocztowa Internet fizycznie tkwi w komputerze - wezle sieci i jest zawsze otwarta, chocbym akurat jadl obiad lub spal. Dopiero gdy z domowego komputera zadzwonie do mego wezla, dowiem sie, ze ktos przyslal mi dla zartu milion reprodukcji Mony Lisy. Zapewne z zagranicy, wiec nic go to nie kosztowalo procz minuty wysilku. A ja do konca zycia nie splace gigantycznego rachunku! Aby nie byc goloslownym: Mona Lisa w przyzwoitej rozdzielczosci, przyslana mi z zagranicy w milionie sztuk wg nowych cen NASK bylaby warta jakies pol miliona nowych zlotych czyli 5 mld starych. Bo dodajmy, ze ruch "zagraniczny" ma byc cztery razy drozszy niz krajowy, choc bit informacji nawet nie wie, kiedy przekracza granice panstwowa.

Oznacza to tez, ze straca w Polsce racje bytu wezly udostepniajace swe zasoby w najpopularniejszej do niedawna formie "anonimowego ftp" lub w nowej, pieknej graficznie formie WWW: tu kazdy obcy moze odwiedzic moj wezel i bezplatnie obejrzec to, co mam do pokazania. W ten sposob swoja tresc udostepnia dzis elektronicznie wiekszosc czolowych gazet swiata. Planuje to rowniez "Gazeta Wyborcza", ale nowy cennik NASK sprawi, ze "Gazety" nie bedzie na to stac. Nie ma bowiem jak obciazyc gosci oplata za to, co przeczytali. A gdyby ktos chcial wykonczyc konkurencje, sposobu szukac nie musi: "Ja czytam, ty placisz...".

Czy Legia trafi do USA

Oczywiscie, lacza NASK mozna ominac. Nie jest to bowiem monopolista wg prawa, a tylko faktyczny, jako spadkobierca specjalnej komorki zrazu uniwersyteckiej, a pozniej panstwowej. Przez kilkanascie lat poprzednicy NASK i sam NASK oplotl Polske dosc juz gesta siecia laczy. Dublowanie ich nie ma sensu, tak jak nikt nie buduje konkurencyjnych sieci telefonicznych: konkurujacy operatorzy zwykle korzystaja z tych samych laczy. NASK zapewnia tez lacze ze swiatem i znow nie ma technicznego sensu jego dublowanie. Ale przy nowych cenach bedzie konieczne, choc wymaga to specjalnych zezwolen, a prywatni sprzedawcy Internetu boja sie, ze trzeba bedzie roku, nim wyda je ministerstwo lacznosci zajete przetargiem na telefonie komorkowa GSM. Istnieja tez lacza ze swiatem poza NASK: sluza innym celom, ale moga pomiescic tez Internet, jesli wlasciciele sie zgodza.

Ale beda to rozwiazania polowiczne: Internetowa Polska podzieli sie na "tych pod NASK" i "tych poza". Ci drudzy dla oszczednosci nie zachowaja zadnych laczy z NASK, wiec list z Marszalkowskiej na Swietokrzyska bedzie moze szedl przez... Nowy Jork. Internetowi uslugodawcy wyprowadza swoje zasoby z Polski. "Gazete Wyborcza" stac bedzie na pewno na komputerowe udostepnianie swej tresci w USA. Kibice warszawskiej Legii, ktorzy chca zebrac i udostepnic swiatu wszystko o pilkarskim mistrzu Polski wzorem WWW, tez pewnie wybiora tania Ameryke. Polak chcacy obejrzec komputerowe zdjecie Podbroznego bedzie musial zaplacic za "ruch zagraniczny" - ale w sumie wzrost kosztow nie bedzie drastyczny. Lecz wg szefa "Polboxu" Tomasza Kepinskiego to wszystko nic: najgorsze, ze przecietny Polak, ktory moze juz uwierzyl, ze ma Internet w zasiegu, znow pomysli, ze to zabawa dla bogatych. I mina lata, nim ponownie zmieni zdanie.

Jak zdobyc prace bez Internetu

A moze tak ma byc? Chcesz miec - plac, nie stac cie - nie masz? O tym, ze tak nie jest z Internetem, przekonala mnie szacowna amerykanska Rand Corporation. Ten konserwatywny osrodek badawczy, zalozony przez sily powietrzne USA, potem sprywatyzowany, nadal sporzadza cenione analizy m.in. dla rzadu i Pentagonu. W ostatnim raporcie zajal sie poczta elektroniczna. Na kilkuset stronach dowodzi, ze sluzy ona lokalnym spolecznosciom i pomaga rozprzestrzeniac demokracje. Rand konluduje, ze "E-mail" odgrywa w swiecie coraz wieksza role, a bogatsi, majacy dostep do Internetu, z kazdym dniem zostawiaja ubozszych, bez dostepu, coraz bardziej z tylu. Chocby przez to, ze w sieci latwiej znalezc oferte pracy.

Rand zaleca, by rzad USA, wladze lokalne i sektor prywatny wspolnie uczynily poczte elektroniczna dobrem powszechnie dostepnym. Trzeba wiec ulatwic obrot tanimi, uzywanymi komputerami. Trzeba udostepniac koncowki sieci w hotelach, bibliotekach, na dworcach, a nawet na ulicach na wzor automatow telefonicznych. Trzeba tez nauczyc nowicjuszy, jak maja korzystac z sieci. Rzad musi tez wziac sie za ujednolicenie "elektornicznych adresow" tak, by kazdy obywatel mial swoj adres w sieci. Na to wszystko trzeba srodkow z budzetu, pisze bez ogrodek Rand.

Te zdaloby sie socjalistyczne mysli pochodza z jaskini kapitalizmu i dowodza, ze w kregach bliskich rzadowi dostep do Wielkiej Sieci uwaza sie nie za dobro handlowe, lecz czesc powszechnego prawa do edukacji i rozwoju cywilizacyjnego. To juz nie zarty, to juz nie zabawka komputerowych maniakow. Niestety projekt nowego cennika NASK idzie dokladnie w przeciwna strone. Jesli nawet, o czym juz sie przebakuje, po wejsciu w zycie nie bedzie on egzekwowany, rozwoj Internetu w Polsce zostanie jednak mocno przyhamowany.

Krzysztof LESKI

Artykul ukazal sie w "Gazecie Wyborczej" w piatek, 1 grudnia 1995 r.