Mijajacy rok jest niewatpliwie przelomowy dla Internetu w Polsce. Liczba osob majacych dostep do tej swiatowej sieci komputerowej zaczela rosnac lawinowo. Podwyzka cen zapowiadana przez panstwowego pol-monopoliste moze sprawic, ze w 1996 r. wszystko to zaprzepascimy. Trudno pojac, czemu podrozec ma cos, co na calym swiecie tanieje. Jeszcze trudniej pogodzic sie z przywracaniem cenowych barier tam, gdzie w gre wchodzi dobro nie komercyjne, lecz coraz powszechniej uwazane za podstawowe prawo czlowieka.
Teoretycznie szarzy uzytkownicy sieci moga sie nie przejmowac: NASK to przede wszystkim hurtownia, a ceny podwyzsza tylko dla drobnych sprzedawcow. Chodzi o dziesiatki prywatnych firm, ktore wyrosly u nas glownie w tym roku jak grzyby po deszczu za pieniadze czasem polskie, czasem zagraniczne. Wlasnie ci drobni sprzedawcy szacuja szalenie zgodnie, ze ich koszty przy obecnym "ruchu w sieci" wzrosna okolo dziesieciokrotnie. Trudno watpic, ze zaplaci za to ktos inny niz koncowy uzytkownik. Warszawski wezel Polbox On-Line juz zastrzegl, ze obecny cennik jest wazny tylko do konca roku, a co dalej - zobaczymy. Inny wezel firmy ATM w tym roku obnizal ceny dwukrotnie, ale teraz tez nie wyklucza podwyzki. Wlasiciciel Maloka BBS Stanislaw Tyminski jest pewien, ze bedzie ona niezbedna i zwraca uwage, ze sprzedawcy poniosa dodatkowe koszty samego liczenia "ruchu w sieci", by proporcjonalnie obciazac uzytkownikow.
Te i inne firmy oferuja Polakom, mowiac popularnie, "konta w Internecie" na swoich komputerach - wezlach sieci. By jednak wezly te naprawde mialy lacznosc miedzy soba i z calym swiatem, firmy te korzystaja z laczy NASK, ktory od lat kilkunastu tworzy takie lacza glownie za pieniadze z budzetu i na panstwowe zlecenie. Laczy przybywa, ale za wolno. NASK skarzy sie, ze w tym roku "ruch w sieci" wzrosl 12 razy i lacza tego nie wytrzymuja. Nie, nie grozi to zadnym ich uszkodzeniem, lecz po prostu list, ktory w 10 sekund powinien dotrzec do Japonii, czasem przez pol godziny nie moze wydostac sie z Polski czekajac na wolny skrawek laczy.
Rachunek "za ruch", a nie "za dostep" jest pozornie sensowny: wszak placimy za zuzyty prad i gaz, a nie samo podlaczenie do sieci elektrycznej czy gazowej. Roznica jest jednak zasadnicza: prad, gaz, energia w ogole to dobra na swiecie deficytowe i trzeba je oszczedzac. Informacji zas jest ile dusza zapragnie, a problem w tym tylko, by wybrac te wlasciwa, potrzebna. Czesto trzeba w tym celu pare razy trafic kula w plot, powiekszajac tlok na laczach, by wreszcie znalezc to, co niezbedne. NASK nie twierdzi, ze informacji brakuje: dowodzi, ze skoro lacza sie dlawia, trzeba finansowym batem wymusic oszczedniejsze zachowania uzytkownikow. Innymi slowy, choc Internetowy boom dopiero sie w Polsce zaczal, NASK mowi Polakom: za duzo chcecie wiedziec. Klamstwem byloby twierdzenie, ze nikt na swiecie nie kaze placic za "ruch", ale sa to kraje bardzo nieliczne.
Oznacza to tez, ze straca w Polsce racje bytu wezly udostepniajace swe zasoby w najpopularniejszej do niedawna formie "anonimowego ftp" lub w nowej, pieknej graficznie formie WWW: tu kazdy obcy moze odwiedzic moj wezel i bezplatnie obejrzec to, co mam do pokazania. W ten sposob swoja tresc udostepnia dzis elektronicznie wiekszosc czolowych gazet swiata. Planuje to rowniez "Gazeta Wyborcza", ale nowy cennik NASK sprawi, ze "Gazety" nie bedzie na to stac. Nie ma bowiem jak obciazyc gosci oplata za to, co przeczytali. A gdyby ktos chcial wykonczyc konkurencje, sposobu szukac nie musi: "Ja czytam, ty placisz...".
Ale beda to rozwiazania polowiczne: Internetowa Polska podzieli sie na "tych pod NASK" i "tych poza". Ci drudzy dla oszczednosci nie zachowaja zadnych laczy z NASK, wiec list z Marszalkowskiej na Swietokrzyska bedzie moze szedl przez... Nowy Jork. Internetowi uslugodawcy wyprowadza swoje zasoby z Polski. "Gazete Wyborcza" stac bedzie na pewno na komputerowe udostepnianie swej tresci w USA. Kibice warszawskiej Legii, ktorzy chca zebrac i udostepnic swiatu wszystko o pilkarskim mistrzu Polski wzorem WWW, tez pewnie wybiora tania Ameryke. Polak chcacy obejrzec komputerowe zdjecie Podbroznego bedzie musial zaplacic za "ruch zagraniczny" - ale w sumie wzrost kosztow nie bedzie drastyczny. Lecz wg szefa "Polboxu" Tomasza Kepinskiego to wszystko nic: najgorsze, ze przecietny Polak, ktory moze juz uwierzyl, ze ma Internet w zasiegu, znow pomysli, ze to zabawa dla bogatych. I mina lata, nim ponownie zmieni zdanie.
Rand zaleca, by rzad USA, wladze lokalne i sektor prywatny wspolnie uczynily poczte elektroniczna dobrem powszechnie dostepnym. Trzeba wiec ulatwic obrot tanimi, uzywanymi komputerami. Trzeba udostepniac koncowki sieci w hotelach, bibliotekach, na dworcach, a nawet na ulicach na wzor automatow telefonicznych. Trzeba tez nauczyc nowicjuszy, jak maja korzystac z sieci. Rzad musi tez wziac sie za ujednolicenie "elektornicznych adresow" tak, by kazdy obywatel mial swoj adres w sieci. Na to wszystko trzeba srodkow z budzetu, pisze bez ogrodek Rand.
Te zdaloby sie socjalistyczne mysli pochodza z jaskini kapitalizmu i dowodza, ze w kregach bliskich rzadowi dostep do Wielkiej Sieci uwaza sie nie za dobro handlowe, lecz czesc powszechnego prawa do edukacji i rozwoju cywilizacyjnego. To juz nie zarty, to juz nie zabawka komputerowych maniakow. Niestety projekt nowego cennika NASK idzie dokladnie w przeciwna strone. Jesli nawet, o czym juz sie przebakuje, po wejsciu w zycie nie bedzie on egzekwowany, rozwoj Internetu w Polsce zostanie jednak mocno przyhamowany.
Krzysztof LESKI
Artykul ukazal sie w "Gazecie Wyborczej" w piatek, 1 grudnia 1995 r.